Teraz jednak, gdy go znam, to z przykrościa muszę stwierdzić, że nagrania te jedynie połowicznie nawiązują do bardziej agresywnego wcielenia grupy. "
Khronos" niewątpliwie jest krązkiem bardziej dynamicznym od poprzedniczki, ale z drugiej strony nosi ogromne jej piętno.
Rotting Christ chce połączyć agresję, melodię i klimat i niestety wychodzi to bardzo nijako. Przede wszystkim utwory brzmią bardzo jednostajnie jeśli chodzi o tempo, a i sama ich struktura zbyt różnorodna nie jest. Zwraca uwagę gitara prowadząca, która "maluje" przewodnie melodie - czasem brzmi to jak odgłosy z miernej gry komputerowej, innym razem trochę bardziej ambitniej, ale raczej nie jest to element działający na korzyść tego wydawnictwa. Również wykorzystanie klawiszy nie zachwyca - w ogóle odnoszę wrażenie, że "
Khronos" jest albumem bardzo ubogim jeśli chodzi o zróżnicowanie. Jeśli chodzi o nastrój, to nie jest to też przednia jakość, podobnie jak poziom agresji. Brzmienie płyty jest dosyć płaskie, instrumenty są schowane, a zdecydowanie za mocno wysunięty jest wokal.
Cieszy mnie, że Grecy próbują odejść od lżejszych klimatów, ale niestety ta próba raczej nie zachwyca jeśli chodzi o wykonanie. przede wszystkim zabrakło pomysłów, a album jest zwyczajnie nudny.
Rotting Christ tez nie należą do instrumentalnej czołówki, toteż próżno tu szukać popisów. "
Khronos" byłby dobrym krążkiem, gdyby był bardziej urozmaicony, a tak jest zaledwie średnio. Jeśli ktoś ma zainwestować w twórczość tego zespołu to o wiele bardziej polecam "Sanctus Diavolos" i "Theogonię".
Wydawca: Century Media Records (2000)