Wieczór otworzył występ jednoosobowego projektu z Belgii Head of Wantastiquet, który swoim delikatnym i niepokojącym brzmieniem wprowadził licznie zebraną publikę w nastrój odrealnienia. Set Paula Labrecque, związanego również z zespołem Sunburned Hand of the Man, to nietypowe połączenie gry na banjo i gitarze oraz psychodelicznych efektów wokalnych. Muzyk został pożegnany gromkimi brawami. Uwaga wszystkich była już skupiona wyłącznie na
Red Sparowes.
Koncertowi Amerykanów towarzyszyła projekcja filmu, który rewelacyjnie korespondował z
post-metalowymi utworami. Na otwarcie poszedł "Buildings Began to Stretch Wide Across the Sky, And the Air Filled with a Reddish Glow" z pierwszej płyty. Od samego początku jasne było, że nie ma pudła. Przeludniona sala Pod Minogą bujała się w takt muzyki, jak statek kołyszący się na oceanicznych falach. Atmosfera i klimat tych niezwykle starannie dobranych dźwięków, wypełniły całą możliwą przestrzeń i zabrały nas w ponad godzinną podróż przez stratosferę, aż na orbitę okołoziemską i z powrotem. Greg Burns, który przez większą część koncertu wydobywał wspaniałą głębię z basówki, zasiadł również kilka razy do elektrycznej gitary hawajskiej, której brzmienie dodało wiele smaku. Andy Arahood, grający głównie na gitarze, dołożył swoje trzy grosze na klawiszach, a nad resztą elektroniki czuwał Meyer.
Zespół zaprezentował między innymi "As Each End Looms and Subsides" czy "In Illusions of Order" z ostatniego albumu oraz "Alone and Unaware, the Landscape was Transformed in Front of Our Eyes" z debiutu. Utwory swobodnie przechodziły z jednego w drugi, co nadało występowi charakteru symfonii, składającej się z poszczególnych części. Kapela zrobiła duże wrażenie niezwykłym zgraniem i doskonałym opanowaniem zawiłych struktur poszczególnych kawałków. Biorąc pod uwagę nastrój i reakcje publiki, można powiedzieć, że był to silnie emocjonalny i intymny kontakt z muzyką. Muzyką intrygującą i poruszającą
.