Rzeczywiście "
Hot Space" to niemal całkowite odejście od hard rocka.
Mnóstwo tu syntezatorów beatów i dyskotekowych rytmów i wątpliwy jest
już sam fakt, że recenzja tej płyty ukazuje się na DarkPlanet.
Zatwardziali fani rockowego wcielenia grupy będą kręcić nosem cokolwiek
bym nie powiedział, ale na ten album trzeba spojrzeć inaczej. Przede
wszystkim jest to pierwsza płyta zespołu od czasu debiutu na której
zabrakło naprawdę wielkiego hitu, bo choć "Las Palabras de Amour" oraz
zaśpiewany w duecie z Davidem Bowie "Under Pressure" to dobre kawałki,
to jednak nie podzieliły takiego sukcesu jak "Bohemian Rhapsody", "We Are The Champions" czy "Another One Bites The Dust". Z drugiej strony
trzeba powiedzieć, że powstał album szalenie równy, na którym
zdecydowana większość utworów trzyma dobry poziom. Bo cóż z tego, że
jest to już pop wpadający w disco skoro te utwory mają werwę i ogień.
Jedynym moim zdaniem słabym punktem płyty jest przedostatni na krążku "Cool Cat", swingujący, zaśpiewany zniewieściałym wręcz głosem.
"Hot
Space" potwierdziło, że muzycy
Queen potrafią zrobić użytek z
elektroniki i napisać dobre kawałki w nowej dla nich stylistyce.
Problem leży jednak w słuchaczu, który zna i bardzo ceni poprzednie
dokonania grupy - jeśli nie zaakceptuje nowego wizerunku to nie ma
szans aby polubił ten album. Nie zgodzę się jednak z opiniami tych,
którzy wieszają na tym wydawnictwie psy, gdyż jest to chyba
najsolidniejszy i najbardziej dopracowany album od czasów "A Day At The
Races".
Tracklista:
01. Staying Power
02. Dancer
03. Back Chat
04. Body Language
05. Action This Day
06. Put Out The Fire
07. Life Is Real (Song For Lennon)
08. Calling All Girls
09. Las Palabras de Amor (The Words Of Love)
10. Cool Cat
11. Under Pressure
Wydawca: Hollywood Records (1982)