Płyta przynosi sześć świeżutkich
progmetalowych kawałków, potwierdzających, że polska scena progresywna ma się naprawdę dobrze. Nie będzie zapewne zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że w muzyce
Qube dużo jest naleciałości Riverside, co też nie powinno dziwić. Na szczęście nie mamy tu do czynienia z jakimkolwiek klonem.
Najprostszym określeniem dla zawartości "
Incubate" byłby "mieszanka Riverside i A Perfect Circle". Piękne, subtelne, pełne przestrzeni pasaże doskonale się uzupełniają z ciężkimi, przytłaczającymi, ale nie przesadnie skomplikowanymi riffami. Duch Keenana jest tutaj wszechobecny, ale na pewno nie są to tak wymagające dźwięki jak te z płyt Tool.
"
Incubate" choć samo w sobie odkrywcze nie jest, to przynosi wszystko co najlepsze we współczesnym
progmetalu. Otwierający płytę "Nothing" w sumie jest najlepszą wizytówką płyty - bardzo dobre melodie, sprawny warsztat kompozytorski, ciekawie rozwijające się motywy, nie ginące w zalewie pseudointelektualnych popisów - to tylko namiastka potencjały grupy. Prawdziwymi perełkami są bowiem tutaj rozbudowany "Blame" i rewelacyjny "In The Name Of God" naszpikowany toolowska sekcja rytmiczna, świetnymi solówkami i pięknymi melodiami.
I nawet nieco niemrawy "Obsession" nie narusza bardzo dobrego wrażenia jakie robi to wydawnictwo. Bezsprzecznie
Qube należy do najbardziej obiecujących zespołów na krajowej scenie i teraz tylko pozostaje czekać na kolejne wydawnictwa, które - mam nadzieję - tylko potwierdzą ogromny talent tej piątki muzyków.
Tracklista:
01. Nothing
02. Mantis
03. Obsession
04. In The Name Of God
05. Blame
06. Way To Nowhere
07. Nothing (Radio Edit)
Wydawca: Electrum Production (2010)