Dla wielu już sam fakt powrotu
Pestilence na scenę jest czymś wielkim. Fakt, że formacja zasłużyła się dla death metalu nie jest jednak powodem do przesadnej gloryfikacji. Osobiście cenię
Pestilence za to, że w moim odczuciu był to najszybciej rozwijający się zespół metalowy, który z płyty na płytę wykonywał przeogromny przeskok stylistyczny. Dlatego słowa Patricka Mameli, że nie nagrają drugiego "Spheres" trochę mnie zaniepokoiły. I z resztą słusznie.
"
Resurrection Macabre" to 11 nowych kompozycji balansujacych stylistycznie gdzieś pomiędzy "Consuming Impulse" a "Testimony Of The Ancients". Niektórzy się cieszą na powrót do korzeni, ale moim zdaniem
Pestilence nie przystoi odgrzewać kotletów i patrzeć w przeszłość. Pogodziłem się z faktem, że rewolucji nie będzie, ale w takim bądź razie oczekiwałem, że Mameli choć w materii old-schoolowego death metalu pokaże nie tylko rzemiosło, ale i klasę. Niestety sił starczyło tylko na to pierwsze.
To co dobre w tym wydawnictwie to to, że album okraszony został świetną produkcją, która potęguje ciężar i intensywność kawałków. Tutaj nasuwają mi się pewne skojarzenia z Hate Eternal - głównie jeśli chodzi o muzyczne odhumanizowanie i precyzję wykonawczą. Pozytywów byłoby jednak na tyle.
O wiele więcej znalazłem tu rzeczy, które mnie rozczarowały. Zacznę od osoby samego wokalisty. Mameli zawsze miał charakterystyczny growl, jakby zaflegmiony, ale tutaj bije od niego ogromną jednostajnością i monotonią. Największym felerem zdecydowanie są jednak same kompozycje. Są one oparte zazwyczaj na 2-3 motywach powtarzanych w kółko, bądź na przemian. Na pewno nie tego spodziewałem się po Holendrach, dlatego bardzo łatwo i bardzo szybko chłonie się ten materiał. I wszystko byłoby cacy gdyby tych pomysłów starczyło na 11 kawałków. Tymczasem poza utworami "Devoured Frenzy", "Dehydrated II" oraz "In Sickness & Death" pomysły te są dość przeciętnej jakości - "Syntetic Grotesque" i "Neuro Dissonance" są niemal identyczne, zaś "Hate Suicide" czy "Y2H" zwyczajnie słabe. Mało tego, prawie w każdym kawałku usłyszymy wielokrotne powtórzenie tytułu utworu, zupełnie jakby słuchając płyty sprzed 20 lat.
Do tych 11 utworów dołączono, moim zdaniem zupełnie bezsensowie, ponownie nagrane utwory" Out Of The Body", "Lost Souls" oraz "Chemo Therapy". Nie jestem zwolennikiem tego typu zabiegów i tutaj też nie pochwalę.
"
Resurrection Macabre" jest materiałem przyzwoitym, ale to słowo na pewno jest nieadekwatne do potencjału formacji. Co więcej - najmocniejszym punktem zespołu jest tu Peter Wildoer, który nigdy z grupą nie grał. Powrót
Pestilence nie zachwycił mnie. Ta płyta bardzo szybko wchodzi, ale mam wrażenie, że również bardzo szybko wyjdzie ze mnie nie pozostawiając żadnych znamion obecności.
Tracklista:
01. Devouring Frenzy
02. Horror Detox
03. Fiend
04. Hate Suicide
05. Synthetic Grotesque
06. Neuro Dissonance
07. Dehydrated II
08.
Resurrection Macabre09. Hangman
10. Y2H
11. In Sickness & Death
Bonus tracks:
12. Chemo Therapy
13. Out of the Body
14. Lost Souls
Wydawca: Mascot Records (2009)