Przegląd zainaurował
koncert w dniu 2 marca - zagrały trzy zespoły: BrytFunky, Dog
Days i Gustave. Co tydzień prezentują się kolejne trzy składy – i tak do
półfinału. Ale to nie o 2 marca chcę pisać. Było mi dane znaleźć się u
Bazyla tydzień później. Wtedy na scenie pokazały się następne trzy
kapele w kolejności:
Aero Grandpa With The Blazed Rhubarb,
Social Cream i
Envia.
W granicach godziny 20 na scenę wszedł pierwszy z zespołów. Grupie
przypadło dość niewdzięczne zadanie - w wyniku losowania jej członkowie byli zmuszeni
przynajmniej nieznacznie rozgrzać i tak okrojoną jeszcze publikę. A
publiczność, jak mówił w rozmowie ze mną właściciel klubu, Bazyl, to
przede wszystkim znajomi zespołów, które biorą udział w konkursie.
Wniosek mógłby nasuwać się sam: chcesz zagrać dla kogoś – zaproś go. I
tak w rzeczywistości było.
Jako osoba, która nie tak dawno zagościła do
Poznania, zostałam szczęściem uświadomiona, że św. Wojciech 28 to adres,
który znają wszyscy w okolicy mający coś wspólnego z muzyką "przeważnie
rockową". "Ci, którzy powinni znać to miejsce, znają je. Wszyscy, którzy
przychodzą do klubu nie są ludźmi prosto z ulicy, to nie przypadkowi
ludzie. Oni wiedzą, po co tu przychodzą" – stwierdza Bazyl. Coś w tym
jest, bo moje wrażenie, jakie miałam po wejściu do klubu pierwszy raz
było jedno – cholera, tu chyba wszyscy się znają. I właśnie w tym, moim
zdaniem, tkwi tajemnica wyjątkowości tego miejsca i zrozumienia, że
zagranie
koncertu w klubie to coś, co będzie się długo pamiętać. "W
Poznaniu jest niewiele takich miejsc" – zdradza właściciel – "dlatego duża
grupa ludzi przychodzi do mojego klubu. Choć samo zagranie
koncertu,
tak naprawdę, nic zespołowi nie daje".
Hm... czy na pewno? Zdradźmy, co przygotował Bazyl dla laureatów
P.Z.P.R. Zwycięzca zagra podczas profesjonalnego
koncertu jako support
gwiazdy. Całość będzie nagrywana, następnie oczyszczone z szumów
nagranie razem z nagrodą finansową przekazane zostaną do rąk laureata. Za drugie
miejsce kapela dostanie szansę pokazania się również przed gwiazdą
zapewnioną przez organizatorów, ale finanse w jej rękach będą już
niższe. Zespół, który według publiczności i jury, zasłuży na trzecie
miejsce, dostanie... 2 kasty browarów. "Głosowanie na jeden z trzech
zespołów jednego dnia wygląda w ten sposób, że na biletach otrzymywanych
przy wejściu na
koncert można wpisać nazwę zespołu biorącego udział w
konkursie i grającego właśnie
koncert. Bilety wrzuca się do specjalnego
pudełka i po występach podlicza liczbę głosów" - dowiadujemy się od
organizatora. Aby wynik był sprawiedliwy i niekoniecznie podyktowany
ilością zebranych znajomych zespołu, publiczność dostała jedynie 1/3
głosów. Decydujące zdanie mają tu akustyk i kierownik konkursu, Ryhu. "Oceniane są nie tylko walory muzyczne zespołów, ale ich nastawienie do
życia, świata i do ludzi, a przede wszystkich do nas i publiczności.
Jeśli kapela jest arogancka i wywyższa się, nie wygra" - Bazyl stawia
sprawę jasno i konkretnie.
A jak to było 10 marca? Wróćmy do drugiego
koncertu w ramach
P.Z.P.R.
Aero Grandpa With The Blazed Rhubarb to zespół punk-
rockowy z Wielkopolski. Jego członkowie pokazali się w nieco innej, specyficznej strony. Brak wokalisty zastąpili efektami wizualnymi. Było to
oryginalne rozwiązanie – zmysł słuchu zastąpić zmysłem wzroku – ale mnie
nie przekonało. Efekty rzucane na ścianę tuż za zespołem były
rozwiązaniem dość ryzykownym, choć trzeba przyznać im jedno – grafiki wykonano z dużą starannością i fantazją, na tyle jednak dające
wniknąć w nie same, że w pewnym momencie to muzyka ulotniła się gdzieś
w powietrzu, zniknęła. A przecież nie o to chyba chodziło. Technicznie i
instrumentalnie – dosyć ciekawie, ale to, co powtórzę za osobami
komentującymi
koncert – wokal, wokal, wokal – tego brakowało
najbardziej. Być może zespół trafił tego dnia na publiczność konserwatywną,
ale jednak przy dość długich utworach głos wokalisty na pewno ożywiłby
całość. Byłam ciekawa kolejnego zespołu.
Mimo że kolejność występów była losowana, świadomość pewnej gradacji poszczególnych
występów jednak istniała. Po ok. 40-minutowym przedstawieniu pierwszego
zespołu, który pokazał się z dość nietypowej i na swój sposób ciekawej
strony, spodziewałam się czegoś jeszcze lepszego, z większym
„przytupem”.
15 minut strojenia i
koncert rozpoczął zespół
Social Cream. Muzykę grupy można by określić jako elementy grania psychodelicznego i shoegaze.
Faktycznie, według definicji shoegaze, gitara grała tu kluczową rolę. Była
niemal ważniejsza od wokalu. Być może psychodeliczność miała tu
znaczącą rolę, jednak wrażeniem nienastrojonych i niewspółgrających ze
sobą instrumentów myślami byłam już przy barze, chcąc się po prostu
odciąć. W muzyce cenię harmonię, może być to głośna i naprawdę ciężka
muzyka, ale każdy instrument ma w muzyce swoje miejsce i istnieje po to,
by móc współgrać z innymi. I tego właśnie mi brakowało w występie
Social Cream do tego stopnia,
że z nadzieją i lekkim utęsknieniem za naprawdę dawką solidnego i
dobrego grania, liczyłam na ostatni zespół.
Po kilkuminutowych technicznych zmianach na scenę wszedł ostatni zespół
tego wieczoru
Envia - z pierwszą i na szczęście ostatnią wpadką. Z
głośników dobiegł głos akustyka - intro się nie ładuje, nie chce czytać
płyty. Więc poszło bez intra. Na scenie po pierwszych dźwiękach pojawił
się wokalista w masce, niczym muzycy Rammsteina w teledysku „Du hast”.
Sam zespół, choć nie lubi się szufladkować, swoją muzykę określa jako
mieszankę metalu z alternatywą i nu-metalem. Ogromnym plusem ich występu
był kontakt z publicznością, którą Delta (wokalista) nie tylko
hipnotyzował swoją charyzmą, ale przede wszystkim, z którą cały czas
utrzymywał kontakt.
Envia jako jedyny z zespołów przypomniała o
głosowaniu, pamiętając o tym, że nie jest to zwykły
koncert, ale szansa
na ponowne pokazanie się przed jeszcze szerszą publiką. Nie tylko
wokalista, ale przede wszystkim kawał dobrej muzyki przyciągnął pod
scenę tych, którzy do tej pory sączyli piwo przy stolikach. Parkiet
wypełnił się, a w stronę zespołu między kolejnymi utworami skandowano nazwę formacji. Już po dwóch utworach, myślę, było wiadomo, kto będzie
zwycięzcą drugiego spotkania w ramach
P.Z.P.R. Opracowana niemal do
perfekcji współpraca muzyków i niezwykle ciekawe brzmienie (z jednej
strony dające słuchaczowi to, co mógł znać już przy okazji innych
znanych zespołów nu-metalowych i ogółem metalowych, a z drugiej wprowadzający
własne muzyczne wstawki podyktowane wyobraźnią członków kapeli) nie
mogły przejść obojętnie obok tych, którzy mniej lub bardziej przypadkowo
znaleźli się tego dnia
u Bazyla. Publiczność nie dała za wygraną w
40-tej minucie kończącego się właśnie
koncertu i wręcz „wyskandowała”
bis na zakończenie wieczoru.
Szybkie podliczanie głosów, szybki werdykt na 10 marca: do półfinału dostał się zespół
Envia.
Na podobnej zasadzie rozegrały się
koncerty w kolejną środę i tak będzie aż do 14 kwietnia -
tego dnia bowiem rozpoczną się półfinały. Wtedy wystąpią trzy z zakwalifikowanych
kapel, a kolejne trzy w następnym tygodniu. 28 kwietnia odbędzie się
finał, w którym będą uczestniczyć zwycięzcy półfinałów, dwa zespoły i ta
grupa, która otrzyma tzw. dziką kartę dzięki największej liczbie głosów
publiczności z
koncertów eliminacyjnych. Na tym szanse zespołów
przeważnie
rockowych się nie kończą. "Planuję zorganizować trzecią
edycję w okolicach maja. Zasady będą te same, ale szczegółów jeszcze nie
znamy. Poczekamy do zakończenia drugiej edycji" - podsumował Bazyl, a ja
zapraszam w swoim imieniu na kolejne
koncerty.
Autor: "harmonium" - Monika Świetlińska