Odkąd w obozie Gorgoroth zrobiło się dość gorąco, przykuło
to natychmiast uwagę nie tylko mediów ale także i fanów zespołu. Jak zapewne
wszyscy wiedzą, skład został podzielony na dwa złowrogie sobie ekipy a
mianowicie: King Ov Hell oraz Gaahl, a na drugim froncie Infernus. Jakby nie
było trzy ogromne osobistości w świecie black metalu i przewodnicy Gorgoroth po
ciernistej drodze w ciągu paru ostatnich lat. Po sądownej walce o prawa do
nazwy, pan Infernus szczęśliwy nadal może działać pod oryginalnym szyldem,
który kiedyś sam wymyślił. Gaahl i King również nie zakopali gruszek w popiele
i założyli własną formację o nazwie God Seed, nawiązując tym do kawałka o tej
samej nazwie zawartego na ostatnim wspólnie wydanym krążku "Ad Majorem Sathanas
Gloriam". Infernus szybko zreaktywował skład i z nowymi siłami ukazał światu,
że Gorgoroth bez tamtych dwóch jest również silny i gotowy do walki nagrywając
nowy album. Gaahl natomiast dość szybko wystawił kolegę do wiatru, gdyż
stwierdził że metal to nie jest to w czym czuje się teraz najlepiej i już go to
nie kręci. King nie stracił woli walki i również jak Infernus, tak i on odrobił
zadanie domowe.
Nagrane zostało 8 kawałków, które w sumie trwają niespełna
40 minut. Oczywiście w kwestii produkcji nie ma się do czego przyczepić, bo
zarówno perkusja jak i gitary, brzmią solidnie, pełnie i soczyście. Wokale
gardłowego DB także wypadają pozytywnie i ciekawie. Co do samych kompozycji to
jest to z grubsza coś pomiędzy "Twilight Of The Idols" a "Ad Majorem..." tylko
mniej bezpośrednie i nieco mniej przemyślane. Kilka dobrych riffów często jest
przytłumiona tymi gorszymi, a momentów do których chce się wracać jest jak na
lekarstwo. Szybkie agresywne partie przeplatają się z wolnymi i ciężkimi
motywami, ale zawsze gdzieś czegoś brakuje. Jednym z rodzynków jest utwór z
tekstem po norwesku, czy "Invoker" z ciekawym refrenem. Reszta wypada dość
blado i bezpłciowo charakteryzując ten album jako nijaki i pozwala kojarzyć go
sobie jako taką muzyczną ciapaje, która na pewno miała zadatek na coś o wiele
lepszego. U większości słuchaczy pojawi się pewnie spory niedosyt i pytanie czy
Ov Hell porwą się jeszcze kiedyś na kolejny album.
"The Underworld Regime" nie wpisze się napewno w klasyk black metalowego grania i będzie pozycją, którą warto znać, ale nie koniecznie warto słuchać. Może gdyby King posiedział trochę nad tym wszystkim więcej, wyszło by z tego znacznie ciekawsze wydawnictwo, a tak można je nazwać jedynie przyzwoitym w porywach do dobrym.
Tracklista:
01. Devil's Harlot
02. Post Modern Sadist
03. Invoker
04. Perpetual Night
05. Ghosting
06. Acts of Sin
07. Krigsatte Faner
08. Hill Norge
Wydawca: Indie Recordings (2009)