Pierwsze odsłuchy „
Omnivium” nie wywołały we mnie głębszych emocji. W dużej mierze wydawało mi się to podobne do zawartości „Cosmogenesis” tyle, że nieco bardziej poukładane. Tutaj też chyba tkwi klucz do zrozumienia i docenienia tego wydawnictwa, bo choć mamy tu do czynienia z naturalną kontynuacją „Cosmogenesis”, to trzeba przyznać otwarcie, że dostaliśmy kawał naprawdę wyśmienitej, dopracowanej, a przede wszystkim fantastycznie zagranej muzyki.
Co tu dużo mówić – wszechobecne basowe wariactwo
Thesselinga i bajeczne wręcz partie gitar duetu
Kummerer/
Muenzer (z naciskiem na nazwisko tego drugiego pana) po prostu wyznaczają obecnie standardy grania technicznego death metalu. Owszem, nadal to zalatuje mocno Necrophagist, a vocoder na wokalu kojarzy się z Cynic, ale w porównaniu do poprzedniej płyty zdecydowanie więcej tu punktów zaczepienia, które kleją się w głowie. Ja zwrócę uwagę tylko na trzy elementy, które rzuciły mną o ziemię – fanstyczne partie akustyczne, genialny, morbidowy, miażdżący „Ocean Gateways” i arcygenialna solówka w utworze „Velocity” – to co wyprawia tam
Muenzer sprawiło, że wyskoczyłem z kapci.
Czy „
Omnivium” jest więc płytą genialną? Raczej nie, bo można się uczepić zbyt sterylnego brzmienia perkusji, czy ewidentnie newschoolowej techniki gry Grossmanna. Można też się uczepić zapożyczeń do wspomnianych wcześniej zespołów. Nie zmienia to jednak faktu, że Niemcy stworzyli kawał mądrego, wymagającego i świetnie wykonanego death metalu, który w tym momencie stawia ich w gronie najlepszych wykonawców w tym gatunku.
Tracklista:
1. Septuagint
2. Vortex
Omnivium3. Ocean Gateways
4. Euclidean Elements
5. Prismal Dawn
6. Celestial Spheres
7. Velocity
8. A Transcendental Serenade
9. Aevum
Wydawca:
Relapse (2011)