Miłośników klawiszy tym razem bardzo serdecznie zapraszam na domowy
obiadek, w którym serwujemy co nieco core'owych flaczków i połamanych
gnatów, kotletów ubitych pod wpływem blastów, pysznego rosołku z
funeralnego kurczaka, palonego kota po oldskulowemu, fastfoodowego
prog
metalu, w którym można znaleźć wszystko, sludge'owych oparów opium wywołujących długotrwałe zawieszenie w czasoprzestrzeni, trochę
geriatrycznego heavy, które jest zawsze dobre na każdą porę dnia i nocy
i odrobinę wegetariańskiej alternatywy.
Jednocześnie Święta
Trójca zdecydowała, że w kolejnych rylisach Sądu Ostatecznego ograniczymy nieco liczbę redagowanych wydawnictw z racji tego, że wiele
z nich naprawdę kala uszy i zabiera Nam cenne setki minut w miesiącu
spędzone nad wysłuchiwaniem średnio, mniej lub w ogóle nieinteresujących
pseudowypocin, które ktoś decyduje się wydawać. Trzeba szanować się
jeszcze, tym bardziej, ze jesteśmy młodzi i piękni, ale każdy łyk piwa
przy muzyce ma być łykiem przyjemności, a nie kolejną porcją goryczy.
Tymczasem
serdecznie zapraszam do
październikowej lektury i wyłapania dla siebie
co ciekawszych pozycji z zakresu muzyki szarpidrutowej. ENJOY THE
VIOLENCE!!!
HARDCORE/METAL:
Abhordium - Declaration Of Perdition EP (płyta wydana przez zespół)Finowie
niejednokrotnie pokazywali, że potrafią tworzyć brutalna muzykę - wystarczy wspomnieć takie klasyki jak Demilich, Convulse, czy nieco
świeższy Nerlich. Do tego grona może dołączyć Abhordium, gdyż
debiutanckie EP "Declaration Of Perdition" to kawał kurewsko ciężkiego,
brutalnego, ale zarazem wystarczająco urozmaiconego materiału, aby
myśleć o tej grupę w różowym świetle. Fani wczesnego Suffocation
powinni wyhaczyć to wydawnictwo, gdyż jest utrzymane bardzo mocno w tej
konwencji.
Ocena: 6/10 (
Harlequin)
Aggression - MoshPirit (Xtreem Music)Aggression... nazwa niezbyt oryginalna, tak jak i z reszta muzyka zawarta na "MoshPirit" - debiutanckim krążku hiszpańskiej speed/thrashowej hordy.
Hiszpanie oferują nam całkiem sprawnie zagrany, pełen wigoru
metal w
stylu Artillery, Sanctuary czy nawet Exodus, który niestety pozbawiony
jest dobrego wokalu. Ten ostatni element jest na tyle zły, że psuje obraz
całego wydawnictwa i sprawia, że pomimo plejady naprawdę dobrych,
dynamicznych riffów i przyzwoitych solówek "MoshPirit" robi przeciętne
wrażenie.
Ocena: 5/10 (Harlequin)
Autumnblaze - Perdition Diaries (Prophecy Productions)Dawno
nie słyszałem tak jałowej doom
metalowej płyty. Piąty album Niemców
przynosi słuchaczom porcję nudnego, melodyjnego smucenia, pozbawionego
głębi i emocji. "Perdition Diaries" to doom
metal dla ubogich i
przykład płyty, której można posłuchać przy czyszczeniu kibla.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Avicularia - Born To Be Vile (Croatia)Chorwacja
to
metalowa egzotyka. Tymczasem avant/tech-death
metalowa Avacularia za
sprawą debiutanckiego albumu "Born To Be Vile" daje kolejny dowód, że
nie tylko Psycroptic i Ulcerate mają jeszcze coś świeżego do
zaoferowania. Szalenie rozbudowane kompozycje oparte na intensywnej, a
zarazem mocno
jazzującej pracy sekcji rytmicznej, okraszone dodatkowo
szeregiem awangardowych ozdobników i przeszkadzajek dają podstawę do
twierdzenia, że oto przez sobą mamy bardzo obiecujący zespół, który
stać niewątpliwie jeszcze na więcej.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Azaghal - Teraphim (Moribund Records)
Bramy
piekieł zostały po raz kolejny otwarte, w nieco ponad rok od wydania
krążka "Omega" w podzięce rogatemu muzycy z Azaghal wydali kolejny
dobry album. Na "Teraphim" zespół stracił na szybkości, pojawiły się
wolniejsze partie, segmenty muzyczne wzbogacone zostały o bardziej
tajemniczy, epicki klimat z black mega rzygiem. Pozycja obowiązkowa dla
miłośników "nocnego" palenia wiosek.
Ocena: 7/10 (mefir)
Baroness - Blue Record (Relapse)Chłopaki
z Baroness wymyślili sobie, że będą nazywać krążki po kolorach - drugi
zatytułowali "Blue Record", ale w moim odczuciu jest to tak samo
bezbarwnie przereklamowany album jak debiut. Szorstki, wręcz garażowy
sludge w wydaniu Baroness pozbawiony jest kształtu, duszy i głębi jaką
przez lata wypracowały Isis, Mastodon czy ostatnimi czasy Sólstafir.
Męczące wydawnictwo i do tego zbyt jednorodne stylistycznie.
Ocena: 4/10 (
Harlequin)
Between the Buried and Me - The Great Misdirect (Victory)
Dwa
lata zajęło Tommy'mu Rogersowi i spółce nagranie tej płyty. Panowie trochę jakby się zagubili w swoich progresywnych zapędach - widać jak
na dłoni, że mają duży problem z rozsądnym ukształtowaniem
poszczególnych motywów, zagrywek. Przed totalną kompromitacją zespół
ratuje ostatni numer na płycie 17-minutowy "Swim to the Moon" - jeden z
lepszych kawałków w ich karierze.
Ocena: 6/10 (ignor)
Colosseum - Chapter 2–Numquam (Firedoom Music)
Polubiłem
ich jakiś czas temu i znów mnie nie zawiedli. Potężny, monumentalny
funeral doom z lekko progresywnym zacięciem będzie podobać się
miłośnikom ślimaczego grania. Bardziej surowy, dosadny, mroczniejszy od
poprzednika album, mocno oszukał trop wszystkich, którzy przepowiadali
im neurosisową ścieżkę. Pozostał ten sam piękny karawan pogrzebowy,
który dobrze się wyróżnia z setek tego typu kapel. Polecam mrocznej
kontemplacji.
Ocena: 8/10 (Dementia)
Converge - Axe To Fall (Epitaph)
Oj
długo się przekonywałem do tej płyty, ale jako że nie wierzę w miłość
od pierwszego "usłyszenia" to dałem tej płycie maksimum czasu. "Axe To
Fall" to płyta, która odpłaca z nawiązką. Panowie nie silą się na
zbędną oryginalność, walą po mordzie w punkowym stylu, nie licząc
ofiar. Taki jest Converge w pełni profesjonalny zespół - fenomen. To
kapela, która w ramach swojej klasycznej formuły "utkała" własne,
rozpoznawalne od pierwszych dźwięków brzmienie.
Ocena: 9/10 (ignor)
Cursed Carnival - Taste The Fear (płyta wydana przez zespół)Debiutancki
album opolskiego Cursed Carnival przynosi nam porcję przyzwoitego
thrashu z pogranicza twórczości Slayer, Xentrix czy nawert Sepultury.
Niestety - niebanalne pomysły i naprawdę dobre wykonanie (jedna z
nielicznych polski thrashowych kapel nie kalecząca angielskiego) nie są
jednak w stanie zrekompensować totalnego braku werwy, z jakim te utwory
są zagrane. Z tego też powodu materiał jest trochę bezbarwny.
Icena: 5/10 (
Harlequin)
Darzamat - Solfernus' Path (Massacre Records)Po
4 latach milczenia Darzamat daje o sobie ponownie znać. Przerwa
ewidentnie zrobiła zespołowi dobrze, gdyż "Solfernus' Path" to naprawdę
dobry, świeżo brzmiący materiał. Oczywiście echa Sacriversum, Dimmu
Borgir, Septic Flesh czy Hollenthon są tu namacalne, i choć takiego
grania jak Darzamat na rynku jest niemało, to ekipa ze Śląska zatarła
złe wrażenie po ostatnich wydawnictwach potwierdzając za sprawą "Solfernus' Path", że nie należy ich jeszcze spisywać na straty.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Death Before Dishonor - Better Ways To Die (Bridge Nine)
Kolejna
potężna ekipa hardcore atakuje nowym albumem. Boston to metropolia
chuligańskiego stylu, która zapewne ma gdzieś swoje powody do
inspiracji w zakratowanych ciemnych uliczkach. Cóż, jak na miejsce
wyłącznie dla twardzieli, wypada dotrzymać kroku kolegom z ulicy. Tutaj
zawsze nie było łatwo, bo styl, który wyklarowały SS Decontrol, DYS,
Slapshot czy Blood For Blood, to wysoka poprzeczka. DBD to młody
zespół, który wypełnił lukę po Blood For Blood i dobrze sobie z tym
radzi. Czuć w tym tę samą nostalgiczną pretensjonalność miło
akcentowaną przez wysokooktanową sekcję. Nie jest to kopia, ale temat,
którego mi trochę brakowało i szczerze się cieszę, że klimat grupy
pozostał w tej szufladce. Dobra produkcja, razem ze zgrabnymi
kompozycjami, dały naprawdę świetny i dojrzały album. Będę miał na nich
oko.
Ocena: 8/10 (Dementia)
Destined To Decay - Life Goes On Without Me (płyta wydana przez zespół)Jeśli
ktoś szuka dobrze zagranego, melodyjnego, ale nie przesadnie
melodyjnego, nowocześnie brzmiącego death
metalu to najnowsza
propozycja jest w sam raz dla niego. Nie jest to granie ani odkrywcze,
ani zapierające dech w piersiach, a fani gatunku może i nawet przejdą
obok niego beznamiętnie. Płyta jednak może się spodobać miłośnikom
lżejszych klimatów, gdyż jest łatwo przyswajalna, niezbyt intensywna, a
jednocześnie dość chwytliwa - znajdziemy tu bowiem elementy
metalcore'a,
thrashu czy nawet heavy. Fani Soilwork i Arsis - coś dla Was.
Ocena: 6/10 (
Harlequin)
Dickless Tracy - Halls Of Sickness (On Parole)
Słowacji
grindcore? Czemu nie - tym bardziej, że sąsiedzi zza południowej
granicy znani są z takiego grania. Niestety Dickless Tracy nie
potwierdza tej opinii. Mocno zbasowane brzmienie, utwory utrzymane w
średnim tempie i bardzo słaby poziom wykonawczy nie mają prawa
powodować tego, aby "Halls Of Sickness" mogło się podobać.
Ocena: 3/10 (Harlequin)
Evergreen Terrace - Almost Home (Metal Blade)Lansowali
ich, lansowali i chyba się udało. Evergreen Terrace za sprawą "Almost
Home" sprowadza
metalcore na bruk oferując jego najbardziej słodkie i
tandetne oblicze w stylu ostatniej płyty Trivium czy Killswitch Engage.
Jest melodyjnie, jest słodko, a ciężkie, skoczne riffy są marną
przykrywką dla mocno vivovo-4funowo-emtiwiowej zawartości. Płytkie,
puste, słodziutkie, infantylne, sztuczne, ale chwytliwe granie.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Furia - Grudzień za Grudniem (Pagan)Dobry
album, bardzo dobrej kapeli. "Grudzień za Grudniem" to polski specjał
ze szwedzkim riffami, czystymi, dobrze brzmiącymi gitarami i łagodnymi
blastami. W porównaniu do "Martwej Polskiej Jesieni" brzmienie i klimat
uległ modyfikacji na rzecz stworzenia własnego niepowtarzalnego stylu.
Liryki Nihila nadal są dla mnie zagadką. W oryginalności tworzenia na
krajowym podwórku nie mają sobie równych
Ocena: 7/10 (mefir)
Futures End - Memoirs Of A Broken Man (Nightmare Records)Progresywny
power
metal ze Stevem DiGiorgio w roli basisty. Można było oczekiwać
czegoś na miarę Control Denied, ale na dobrą sprawę tak nie jest. "Memoirs Of A Broken Man" plasuje się raczej bliżej dokonań takich grup
jak Symphony X czy Vanden Plas z dużo ciekawszymi partiami sekcji
rytmicznej. Materiał to dobry, sprawnie zagrany, choć raczej wypruty z
metalowego ognia, który by porwał słuchacza.
Ocena: 5/10 (
Harlequin)
Gorgoroth - Quantos Possunt ad Satanitatem Trahunt (Regain Records)Płyta
utwierdziła mnie w przekonaniu, że Gorgoroth był i nadal pozostanie
totalnym średniakiem w etykiecie black
metalu. Po zmianach
personalnych, sporach w sądzie o prawo do dysponowania marką Gorgoroth
cała odpowiedzialność za zespół, tworzenie i wygląd nowego albumu
spadła na barki i gryf Infernusa. Niestety nawet powrót syna
marnotrawnego Pesta (wokal) oraz przyjęcie do składu pałkera
niejakiego pana Asklunda (ex-Dissection, ex-Dark Funeral) nie pomogło. "Q.P.ad.S.T" jest płytą pozbawioną potencjału i dobrych pomysłów. Kilka
przyzwoitych riffów, mocno osierocony klimat chaosu czy wściekłości nie powodują zbyt dużego zainteresowania materiałem.
Ocena: 6/10 (mefir)
Greymachine - Disconnected (Hydra Head)Justin
Broadrick (Jesu, Godflesh) nie poszedł na urlop i mamy nowy produkt
prosto z maszyny industrialowego mistrza. Supergrupa którą powołał do
życia to konglomerat znanych i lubianych tej sceny: Aaron B Turner
(Isis), Dave Cochrane (God, Head of David, Sweet Tooth) i Diarmuid
Dalton (Jesu, Final). Szorstkie, surowe dźwięki powoli wykluwają się ze
swoich poczwarek w dubowych pławach, zaimpregnowane radiowym noisem.
Czuć, że Broadrick powrócił do brzmień znanych z Head of David, choć na
pewno więcej tu ambientowego zgrzytu. Co cieszy mnie najbardziej to
fakt odrzucenia post-
rockowej konwencji na rzecz klasycznych
industrialnych dłużyzn które są bliskie Throbbing Gristle. Utwory są
potężne, monumentalne i masywne, lecz płyta ma jednak jeden poważny
mankament: Justin gra tak samo, jak na poprzednich swoich produkcjach i
na pewno mógłby to być kolejny album Godflesh. Jednak mimo wszystko
świetna płyta i na pewno godna uwagi, chociaż w przypadku wymienionych
artystów nie jest to jakaś nowość.
Ocena: 7/10 (Dementia)
Hellbastard - Eco-War (EP) (Selfmadegod)Pierwszy
materiał pionierów crustu po reaktywacji. Pięcioutworowe EP jednak nie
dość, że przynosi mało autorskiego materiału, to i próżno w nim energii
szukać. Hellbastard wciąż jest wierny swojemu nieco mało
przekonywującemu wizerunkowi muzycznemu, ale zasadność wydania "Eco-War" jest bezpodstawna.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Hellbastard - The Need To Kill (Selfmadegod)
Po
niedawno wydanym EP "Eco-War" pełny album Hellbastard był tylko kwestią
czasu. Na całe szczęście "The Need To Kill" jest zgoła inny niż
wspomniany mini-album. Znajdziemy tu kawał energetycznej muzyki
podrasowanej pysznymi, old-schoolowymi riffami, niebanalnymi partiami
perkusji, świetnymi solówkami i punkowym zadziorem. Efekt jest taki, że
Hellbastard nagrał chyba najlepszy album w swojej karierze. Naprawdę
dobry album.
Ocena: 7/10 (Harlequin)
Horrific - Your Worst Nightmare (Razorback)Pierwsze
grobowe tchnienie
metalowych żartownisiów, których radosna twórczość
inspirowana tandetnymi horrorami zaowocowała glutem w postaci
niniejszego nagrobka. To, co można znaleźć wewnątrz to niekoniecznie
gustowne żarciki, a raczej opasłe w tandetę robactwo muzyczne, które
żywcem a nawet i trupem rżnie głupa z death
metalowego dostojeństwa. W
gruncie rzeczy to dobry album stworzony z ogromnym dystansem do
gatunków, choć jest to prawdziwa kopalnia stylów. Jest w tym trochę
thrash, hard
rocka, death
metalu oraz chorej inwencji w rodzaju
Impetigo lub Macabre. Polecam, bo warto.
Ocena: 7/10 (Dementia)
Hypocrisy - A Taste Of Extreme Divinity (Nuclear Blast)Nie
sądziłem, że usłyszę jeszcze Hypocrisy w takiej formie. Zważywszy, że
albumy grupy wydawane po 1996 raz po raz mnie rozczarowywały, to "A
Taste Of Extreme Divinity" bardzo pozytywnie zaskakuje. Tagtgren
znalazł chyba w końcu złoty środek pomiędzy melodią a brutalnością -
utwory są proste, dynamiczne i drapieżne i maja to "coś", czego nie
odnajdywałem na kilku ostatnich wydawnictwach Szwedów. Niekoniecznie
odkrywczy, ale naprawdę dobry album.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Ingested - Surpassing The Boundaries Of Human Suffering (Siege Of Amida)Nieustanny
atak syntetycznie brzmiącej, mocno wyeksponowanej podwójnej stopy,
gęstwina blastów, bezduszne, rutynowo brzmiące gitary wygrywające raz
to tremolo, raz miażdżące zwolnienie, głęboki growling, beznadziejny
poziom kompozytorski i totalny brak oryginalności - tak oto wygląda "Surpassing The Boundaries Of Human Suffering", debiut brytyjskiego
brutal death
metalowego Ingested. Marność.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Katatonia - Night Is The New DaySzwedzi znani dotychczas z grania mocno depresyjnej odmiany
rocka i
metalu coraz bardziej skręcają w progresywne rejony muzyczne. Dowodzi temu ósmy krążek formacji, na którym Renkse i spółka przygotowali 11 świeżych numerów zabierających słuchaczy w charakterystyczną dla Katatonii atmosferyczną krainę dźwięków. Na płycie znajdziemy zarówno bardziej
metalowe motywy (taki „Forsaker” to chyba jedna z najcięższych rzeczy, jakie zespół nagrał ostatnimi czasy…), jak i wolniejsze, klimatyczne, a przy tym bardzo melodyjne kompozycje. Niektóre momenty przywodzą na myśl twórczość Opeth – w takim „Idle Blood„ mógłby śpiewać sam Akerfeldt! Ci, którzy tęsknili za czasami z „Discouraged Ones” mogą czuć przesyt kombinacji obecnego grania Katatonii – to już nie te same proste, dołujące utwory, a rozbudowane, często podbudowane delikatną elektroniką, przemyślane kompozycje. Z pewnością nowy materiał wart jest polecenia.
Ocena: 8/10 (minawi)
Krig - Target: Human, Mission: Destroy (NH)Trzeci
i dzięki Bogu ostatni album brazylijskiego Krig noszący odważny tytuł "Target: Human, Mission: Destroy" miał podobno być progresywnym death
metalem. Tymczasem z death
metalem mamy faktycznie do czynienia, ale
jest on na żenująco niskim poziomie. Świniak za mikrofonem, podwórkowa
klepanka za zestawem perkusyjnym i kwadratowe próby stworzenia
jakiejkolwiek melodii sprawiają, że jakiekolwiek odczucia estetyczne
słuchacza za sprawą tej płyty zostały potraktowane jak papier
toaletowy, którym podtarto sobie obsrane dupsko. W pełni zasłużony
laczek!
Ocena: 1/10 (
Harlequin)
Lost Soul - Immerse In Infinity (Withing Hour)Chodziły
słuchy, że Lost Soul powróci silniejsze niż kiedykolwiek, a nowy album
miał miażdżyć. Niestety "Immerse In Infinity" miażdży co najwyżej
brzmieniem, bo na pewno nie kompozycjami. Tym razem wyszła wypadkowa
twórczości Behemoth, Vader i Morbid Angel - dobrze skomponowane,
brutalne, świetnie brzmiące, dość techniczne, szybkie i pozbawione
klawiszy i własnej tożsamości granie. Jeśli komuś to nie przeszkadza -
może śmiało posłuchać, jeśli jednak ktoś szuka cześć bardziej
wyszukanego, to pomylił adres.
Ocena: 6/10 (
Harlequin)
Maximum Penalty - Life And Times (Reaper)
Na
takie albumy czeka się latami. W ostatnim okresie trochę straciłem
nadzieje na perełki hardcore, szczególnie w klasycznym stylu. Po
siedmiu latach przerwy, po przetasowaniach składu zespół powrócił z
albumem który razi swoją potęgą, świeżością i mistrzostwem
aranżacyjnym. 15 utworów, które słucha się z zapałem, jednym tchem,
pokazały że do muzyki należy podchodzić ze zmysłami i uczuciami a
przede wszystkim należy kochać to co się robi. Album osadzony gdzieś w
latach osiemdziesiątych stanowi dobry przekrój całej sceny, od wpływów
punk, aż do klasycznych kompozycji HC. Rozwaliła mnie moc i siła głosu
Jima Williamsa, który potrafi fenomenalnie połączyć melodyjny i
dźwięczny głos z twardym graniem. Nie wiem czy potrzebna jest większa
rekomendacja dla takich klasyków, bo jest to obowiązkowa lekcja dla
każdego miłośnika tego typu brzmień.
Ocena: 9/10 (Dementia)
Metalium - Grounded-Chapter Eight (Massacre)Obecnie
coraz trudniej o dobrą heavy
metalową płytę. Tymczasem niemiecki
Metalium po raz ósmy atakuje i po raz kolejny robi to w wyśmienitym
stylu. "Grounded-Chapter Eight" to kawał zabranego z werwą heavy/power
metalu z mnóstwem melodyjnych riffów, kapitalnych solówek, dobrych
zmian tempa, odrobiną patosu i klasycznych heavy
metalowych wokali. Co
prawda takie granie już nie raz słyszeliśmy i oryginalności mowy być
nie może, ale cieszy fakt, że są artyści, którzy potrafią tchnąć ducha
w ten gatunek.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Mustasch – Mustasch
Kolejny album szwedzkich heavy/hard
rockowców z Mustasch już na wstępie
zaskakuje ciężarem nie tylko mocarnych riffów, ale i wokaliz (niemal
growling w „Heresy Blasphemy”). Jest nie tylko ciężej, ale i bardziej
agresywnie – tak, że więcej mamy tu elementów
metalu aniżeli
klasycznego
rocka. Fakt ten zaważył jednak na melodyjności utworów. Na
nowym krążku nie znajdziemy już tak zapadających od razu w pamięć
hiciorów rodem z „Powerhouse”. Moimi faworytami są zdecydowanie
najbardziej chwytliwy rytmicznie „Deep in the woods” – kawałek, który
najbardziej przypomina starsze dokonania zespołu oraz wybrany na
singiel „Mine”, z potężnym wejściem gitar. Pozostałe utwory jakoś
mijają bez większej uwagi, niektóre zaś nie pasują mi w ogóle do
całości (np. ballada „I’m frustrated”).
Ocena: 6/10 (minawi)
My Own Grave - Necrology (Pulverised)Jeśli
My Own Grave będzie nagrywać takie płyty jak "Necrology", to na wieki
pozostaną drugo-, lub nawet trzecioligowcem. Na swoim drugim krążku
Szwedzi oferują death
metal podbarwiany odrobiną nowoczesnego thrashu.
Brzmi to jakby Dismember usiłowało grać jak Carnal Forge - ni to
oldschool, ni to newschool, wszystko poprawne, bez wyrazu, po prostu
nudne.
Ocena: 4/10 (
Harlequin)
Neurothing - Murder Book (niezależna)Neurothing
to kolejna młoda progresywno
metalowa grupa, która doczekała się
pełnowymiarowego debiutu. "Murder Book" zawiera jedenaście utworów i
jak podaje zespół jest: "to prawdziwie mordercza wyprawa przez zakamarki
ludzkiego umysłu". Poznaniacy sięgają na niej po sprawdzone wzorce
(Meshuggah czy Voivod), jednak daje się zauważyć, że Panowie starają
się odnaleźć własną tożsamość. Raz z lepszy, raz z gorszym skutkiem -
dlatego też tylko "6" - potencjał widoczny jest, gołym okiem, teraz
potrzeba ciężkiej pracy.
Ocena: 6/10 (ignor)
Parlamentarisk Sodomi - Anartiskiske An(n)aler
Całkiem
dobry grindujący thrashcore z Norwegii, wykrzyczany w ojczystym języku.
To już drugie natarcie zespołu, który potrafi się dobrze wybić ze
skandynawskiego tygla muzycznego. Nowości tu nie znajdziemy, ale nie o
to chodzi. Zagrane sprawnie, klasycznie, bez fajerwerków, ale ze sporym
przytupem. Bardziej dla wtajemniczonych w tematy Mob 47 niż Napalm
Death.
Ocena: 6/10 (Dementia)
Pelican - What We All Come To Need (Southern Lord)Kilka
lat temu Pelican uchodził za nadzieję sludge
metalu. Niestety kolejne
wydawnictwa nie potwierdziły klasy zespołu i podobnie jest z najnowszą
pozycją w dorobku grupy zatytułowaną "What We All Come To Need. Ze
sludgem niewiele ma to wspólnego - ja bym to nazwał cięższą
alternatywą. Niestety, wszystko jest pozbawione głębi, monotonne i
grane na jedno kopyto, przez co już przy trzecim kawałku miałem ochotę
to wyłączyć. Cienizna.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Poema Arcanus - Timeless Symmetry (Aftermath Music)Chilijskie
Poema Arcanus działa na scenie od 17 lat i właśnie mamy okazję
posłuchać ich najnowszego, czwartego albumu "Timeless Symmetry". Płyta
przynosi kawał naprawdę dobrego, przemyślanego, progresywnego doom
metalu, w którym ścierają się wpływy Opeth, My Dying Bride, starej
Katatonii czy November's Doom - czyli wszystkiego po trochu.
Oryginalności tutaj nie ma, ale materiał jest na tyle przemyślany i na
tyle przekonywająco zagrany, że ciężko o nim źle się wypowiadać.
Czołówka drugiej ligi.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Portal - Swarth (Profound Lore)Jedna
z najoryginalniejszych formacji współczesnej sceny
metalowej powraca z
trzecim albumem zatytułowanym "Swarth". Pełen klaustrofobicznych
dźwięków death/black
metal nastawiony na muzyczną brzydotę i minimalizm
jest udaną kontynuacją tego, co słyszeliśmy na "Outre". Niestety jest
to kontynuacja - ani lepsza, ani gorsza na dobrą sprawę. Z jednej
strony chyba nieco bardziej przystępna, ale z drugiej wnosząca niewiele
nowego do twórczości grupy - mimo to wciąż intrygująca.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Process Of Guilt - Erosion (Major Label Industries)Portugalski
Process Of Guilt na swoim drugim albumie "Erosion" przynosi słuchaczom
porcję solidnego doom/death meatlu. Zważywszy na fakt, że grupa jest
relatywnie nowa i mało znana, nie sądzę, aby zestaw tych 6 kawałków,
utrzymanych w wolnych, lub bardzo wolnych tempach, stylistycznie
będących mieszanką Esoteric i Daylight Dies wywindował grupę do
czołówki gatunku. Mimo to materiał poprawny, to brakuje mu urozmaicenia
i może wydawać się zbyt monotonny.
Ocena: 5/10 (
Harlequin)
Proghma-C - Bar-do Travel (Mystic)Takiego
debiutu w kraju nie było od czasów "Out Of Myself" Riverside. Gdańska
Proghma-C nie tak dawno zaprezentowała się szerszej publice podczas
tegorocznej edycji Knock Out Festival, a teraz naciera z debiutanckim
albumem "Bar-Do Travel". Płyta przynosi ambitny prog
metal, pełen
technicznych łamańców z pogranicza Meshuggah i Tool, a całość jest
polana elektroniczno-ambientowym sosem. Piękne czyste wokalizy
przenikające się z krzykiem, wgniatające riffy przetasowane z
subtelnymi melodiami oraz nieskazitelne instrumentarium czynią "Bar-Do
Travel" jednym z najlepszych jak nie najlepszym krajowym,
metalowym
wydawnictwem ostatnich lat.
Ocena: 9/10 (
Harlequin)
Salt The Wound - Ares (Rotten)Jeśli
ktoś ma obiekcje do twórczości All Shall Perish niech posłucha sobie
najnowszej propozycji Salt The Wound "Ares". Deathcore powinien mieć w
sobie ogromne pokłady energii, tymczasem dostaliśmy płytkę z
tekstylnym, płaskim brzmieniem, ze sporą ilością cukierkowatych melodii
z pogranicza
metalcoru czy melodyjnego death
metalu, totalnym brakiem
świeżości w pomysłach i poprawnym poziomie wykonawczym. Szybko można
dostać cofki słuchając tego materiału.
Ocena: 4/10 (
Harlequin)
Scar Symmetry - Dark Matter Dimensions (Nuclear Blast)"Dark
Matter Dimensions" to czwarty album kilku bardzo utalentowanych panów
ukrywających się pod szyldem Scar Symmetry i czwarty niemal identyczny.
Melodyjny death
metal podbarwiany nowoczesnym łomotem w stylu Fear
Factory czy Meshuggah robi niestety coraz mniejsze wrażenie. Płyta
zawiera wszystkie elementy, z których grupa była znana dotychczas, ale
słucha się tego trochę beznamiętnie, całość przelatuje przez słuchacza
jak woda. Poprawny album, ale niekoniecznie trzeba poznawać.
Ocena: 5/10 (
Harlequin)
Secrets of the Moon - Privilegivm (Prophecy Productions)Zespół
w zmienionym line-up wzmocniony o francuską basistkę LSK (Antaeus,
Vorkreist) jak na niemiecki zespół spłodził przyzwoity album. Dziewięć
kompozycji stanowi mieszankę walcowego brzmienia w klimacie
death/doom/black
metalu z pokaźną ilością thrasowych riffów. Spodoba
się tym, którzy hołdują odcięciu od tradycji na rzecz nieco
eksperymentalnej interpretacji
metalu.
Ocena: 6/10 (mefir)
Shadows Fall - Retribution (Everblack Industries)Ała! Ostry ból uszu dopadł mnie już od pierwszych dźwięków najnowszej
pozycji w dorobku Shadows Fall, płyty "Retribution". Wtórny, oklepany,
przewidywalny do bólu, pozbawiony polotu i mocy
metalcore podbarwiany
thrashem w wydaniu Amerykanów wywołał u mnie odruch wymiotny. Shadows
Fall dołączył do grona takich zespołów jak Lamb Of God, Evergren
Terrace, Trivium czy Killswitch Engage, których ostatnie dokonania są
bardzo stromą równią pochyłą.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Sikfuk- Shitfisted Superman…The Man of Stool (Comatose Music)
Uwielbiam
ten zespół. Nowy album to kompletny klasyk gore i mam nadzieję, że
wielu ze mną się zgodzi. Wirtuozerii tu nigdy nie będzie, ale zabawa
jest przednia. Sprawnie zagrany grindujący noise core to niezły element
tego albumu, lecz wyobraźnia stanęła na wysokości zadania i obraz
przesunął się na wokal. I tu tkwi cała niespodzianka. Pewnie dla wielu
pochrumkiwania nie są żadnym zaskoczeniem ale dystans muzyczny Sikfuk
pokazał, że humor można świetnie połączyć z muzyką. Jest luz, siła i co
najważniejsze pomysł na ciekawy album. Dodatkowy plus to fajne intra do
kawałków.
Ocena: 7/10 (Dementia)
Skeletonwitch - Breathing The Fire (Prosthetic Records)Miało
być siarczyście, ostro i ogniście. Tymczasem "Breathing The Fire"
przynosi fanom po raz trzeci już porcję cukierkowatego black/thrash
metalu. Jeśli ktoś sobie potrafi wyobrazić Satanic Slaughter czy choćby
Witchery polane grubą warstwą lukru, to wie czego się spodziewać.
Bezawaryjny album, który jednym uchem wpada, a drugim wypada.
Ocena: 5/10 (
Harlequin)
The Chasm - Farseeing The Paranormal Abysm (Lux Inframundis)Meksykańska
horda The Chasm atakuje po raz siódmy. "Farseeing The Paranormal Abysm"
to porcja poprawnego, oldschoolowego thrash/death
metalu z odrobiną
progresji i klimatu. Brzmi apetycznie, a jednak nie porywa - totalnie
płaskie brzmienie gitar, brak dramaturgii i ogólne rozwleczenie
poszczególnych motywów sprawiają, że nowa propozycja meksykańskiego
tria najzwyczajniej w świecie przemyka nie pozostawiając w słuchaczu
jakichkolwiek emocji - ani tych dobrych, ani tych złych. A to niedobrze.
Ocena: 5/10 (
Harlequin)
The Lucifer Principle - Welcome To Bloodshed (Apache Productions)Drugi
album Holendrów z założenia chyba miał być groove/deathowy. Niestety
żaden z tych członów nie oddaje dobrze zawartości - "Welcome To
Bloodshed" ma zdecydowanie za mało mocy, aby nazwać go groove, i a tym
bardziej death
metalem (pomimo obecności kwadratowego do bólu
growlingu). Bliżej tu raczej do
metalcorowych konwencji, ale nie
zachęcam do słuchania tej płyty, bo nic ciekawego na niej nie
znajdziecie.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
The World We Knew - To The Wolves (Stillborn)
Ostatnio
coraz częściej zacierane są granice pomiędzy melodyjnym death metalem,
a metalcorem. Przykładem tego typu grania jest druga płyta The World We
Knew zatytułowana „To The Wolves”. Oryginalności zero, totalna zrzynka
z Trivium, tyle, że bardziej ckliwie i umiejętności nie do końca na tym
samym poziomie. Niewątpię, że ten materiał przejdzie niezauważony.
Ocena: 4/10 (Harlequin)
Thundra - Ignored By Fear (Einheit Productions)"Ingoned
By Fear" to trzeci album norweskich black/viking
metalowców. Choć grupa
do tej pory była raczej anonimowa i tej album tej sytuacji raczej nie
zmieni, to mamy do czynienia z naprawdę solidnym graniem. Surowe
brzmienie, i rozsądne rozgraniczenie pomiędzy epickim patosem,
rozbujanymi melodiami i black
metalową sieczką, choć nie zapewniają w
tym przypadku czegoś, czym można się zachwycić, nie dają też podstaw do
jakiejkolwiek krytyki.
Ocena: 6/10 (
Harlequin)
Varathron - Stygian Forces Of Scorn (Die Todesrune)Po
pięciu latach przerwy greccy black
metalowcy powrócili z nowym
materiałem, z czystym sumieniem mogę to powiedzieć - zaciera nie do
końca dobre wrażenie po poprzednie płycie. "Stygian Forces Of Scorn" to
porcja naprawdę dobrego, świeżo brzmiącego, progresywnego black
metalu - znalazło się tu miejsce na piękne akustyczne partie, odrobinę tanich
melodii, na symfoniczny rozmach jak i na blackową wściekłość bardzo
wysokiej próby. Choć oryginalność nie jest najmocniejsza strona Greków,
to posłuchać tego albumu naprawdę warto.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Warfist/Exhalation/Mesmerized - Satanic & Violent Metal Aggression (Psycho Records)Splity
mają to do siebie, że promują zazwyczaj formacje, które jeszcze nie
wybiły się z podziemia. "Satanic & Violent
Metal Aggression" to
split trzech formacji - black
metalowego Warfist, death
metalowego
Exhalation i brutal death
metalowego Mesmerized, z czego dwie ostatnie
naprawdę bardzo dobrze rokują na przyszłość. Nie ma co rozpisywać się
nad brzmieniem, bo to te kapele dopiero stawiają pierwsze kroki. Psycho Records nie wcisnęło fanom gniota. Posłuchać warto.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Xolotl - Xolotl (Alprods)Debiut,
który pokazuje, że w black
metalu kapela nie będzie się liczyć. Płyta
słaba, nieco trąca o fiński klimat coś jak Behexen, a więc prosto,
ciężko, ale nic poza tym. Ohyda, stanowczo odradzam jakiejkolwiek formy
kontaktu.
Ocena: 3/10 (mefir)
YOB - The Great Cessation (Profound Lore)Królowie
stonerowej miazgi powracają po 4-letniej przerwie. Skondensowane
brzmienie trochę się wygładziło, choć nadal jest to ołowiany cumulus.
Masywna nawałnica sprawia, że ciężko się pozbierać. Growlingi trochę
ustąpiły a na ich miejsce wysunęły się czyste linie, z lekkim pogłosem
jakby zza światów. Podoba mi się, przypomina mi się Sleep z płyty "Jeruzalem". Uff, potęga i halucynacje.
Ocena: 7/10 (Dementia)
ROCK:
Black Math Horseman - Wyllt (płyta wydana przez zespół)
Jeśli
ktoś szuka płyty, na której wszystko brzmi identycznie i nie jest death
metalem, to niech sięgnie po najnowszą propozycję Black Math Horseman
zatytułowana "Wyllt". Ambiento-post
rockowe granie, pozbawione finezji i
kreatywności z wyjącą lasencją za mikrofonem. Jest to płyta z cyklu "słyszałeś 2 minuty = słyszałeś cały album". Nuda, nuda i jeszcze raz
nuda.
Ocena: 3/10 (
Harlequin)
Brand New - Daisy (Interscope)Uaaa,
cóż za petarda z tytułowej "Stokrotki". Najnowszy album Brand New to
porcja pełnego głębokiego alternatywnego
rocka, w którym ścierają się
wpływy Smashing Pumpkins, czy nawet Nirvany, a wachlarz wykorzystanych
środków rozpościera się od subtelnych lirycznych partii po post-corowy
noise, zapewniających potężną dawkę emocji i dramaturgii, czyniących "Daisy" dziełem nadzwyczaj osobliwym.
Ocena: 8/10 (
Harlequin)
Closterkeller - Aurum (Universal Music Group)"Aurum"
czyli złoto... W cztery lata po wydaniu "Nero" Anja Orthodox i spółka
wracają z nowym albumem, ale czy na pewno jego zawartość jest adekwatna
do tytułu? Raczej nie. "Aurum" to Closterkeller na etapie
eksperymentowania - pośród trzynastu utworów mamy spory rozrzut
stylistyczny, obok momentów poetyckich i bardzo lirycznych są fragmenty
agresywne i ciężkie. Zamiast jednak płynnych kontrastów dostaliśmy
album pełen stylistycznych zgrzytów i muzycznej niespójności ozdobionej
raczej mało intrygującymi melodiami, które czynią "Aurum" wydawnictwem
nudnym i jednym ze słabszych w dorobku grupy.
Ocena: 4/10 (
Harlequin)
Future Of The Lef - Travels With Myself And Another (4AD)
Mogła być to płyta dobra, a nawet i wyżej - jest tylko niezła. Momenty świeże i ciekawe przeplatają
się tu z komercyjnymi zagrywkami pod publiczkę. Nie mam w zamiarze
nikogo odstraszać od "Travels With Myself And Another", ale słuchające
tego albumu - uczucie przyjemności, nie raz, nie dwa będzie przeplatało
się ze znudzeniem i irytacją (żeby nie było, że nie ostrzegałem). Tak,
czy siak warto jest się zapoznać z tym frapującym wydawnictwem.
Ocena: 7/10 (ignor)
HORSE The Band - Desperate Living (Vagrant)Podczas
gdy czysty
metalcore leży i kwiczy, jego alternatywne odmiany rosną w
siłę. Dowodzi temu najnowsze wydawnictwo formacji HORSE The Band
zatytułowane "Desperate Living", które przemyca sporą dawkę post-
rocka,
rocka alternatywnego, czy współczesnego, amerykańskiego, komercyjnego
punka oraz odrobinę awangardy. Intrygujące, osobliwe, urozmaicone, po
prostu bardzo dobre.
Ocena: 8/10 (
Harlequin)
Lightning Bolt - Earthly Delights (Load Records)
Powolutku,
powolutku, jakby uchodziło z nich powietrze. Po dwóch niemalże
genialnych wydawnictwach, przychodzi kryzys w postaci "Earthly
Delights". To nie jest wydawnictwo, jakiego się po nich spodziewałem.
Miałem nadzieję, że nie ugną im się nogi po presją. Stało się, jednak
inaczej. Amerykanie ugrzecznili swoje kompozycje, co na dobre im nie
wyszło. A przecież miało być tak ekstremalnie.
Ocena: 6/10 (ignor)
Marcelle Spirit - Marcelle Spirit (płyta wydana przez zespół)Oto
przykład jak nie powinno się grać alternatywnego
rocka. Debiutancki
album Marcelle Spirit czaruje słuchacza britpopowymi akordami, polanymi
bezsensownym, elektronicznym sosem, ale im to zdecydowanie nie
wychodzi. Mdłe melodie, bezbarwny wokal, w kółko powtarzane teksty,
sprawiają, że Feel przy Marcelle Spirit wydaje się być muzyczną
awangardą. Wstyd pokazywać nawet jako podkładkę do piwa.
Ocena: 2/10 (
Harlequin)
Switch Opens - Switch Opens (GMR Music Group)Debiutancki
album szwedzkiego Switch Opens przynosi bardzo intrygującą mieszankę
alternatywnego
metalu, post-
rocka, stonerowych dźwięków i sludgowej
szorstkości. "Switch Opens" śmiało można nazwać delikatniejszym bratem
Neurosis, gdyż utwory są dalekie od banału, pełne różnorodnych emocji,
a jednocześnie całkiem lekkostrawne. Dobry album, świetnie rokujący na
przyszłość Switch Opens.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Taipuva Luotisuora - IV (płyta wydana przez zespół)Fińskie
Ozric Tentacles? Czemu by nie. "IV" przenosi słuchacza w space-
rockową
podróż nie odbiegającą znacząco poziomem od tej oferowanej przez
Brytyjczyków. Wysoki poziom instrumentalny, nienaganne kompozycje i
totalny brak oryginalności raczej nie zachęcają do odwiedzenia sklepu,
ale posłuchać bez krzywienia się można.
Ocena: 6/10 (
Harlequin)
Thrice - Beggars (Vagrant)Gdyby
Radiohead grało ciężej brzmiałoby podobnie do Thrice. "Beggard" to
porcja przyzwoitego alternatywnego
rocka okraszonego nieco archaicznym
brzmieniem nadającym muzyce pewnego nerwu, ale nie przebojowości.
Intrygujące melodie, niebanalne kompozycje i lekko nostalgiczny nastrój
sprawiają, że najnowsza propozycja Thrice powiększa grono udanych,
alternative
rockowych albumów, które ukazały się w tym roku.
Ocena: 7/10 (
Harlequin)
Transatlantic - Whirlwind (InsideOut)Po
8 latach przerwy panowie Stolt, Morse, Trewaves i Portnoy powracają na
scenę z nowym studyjnym krążkiem "Whirlwind", na który składa się
jedynie tytułowa kompozycja podzielona na szereg pomniejszych części.
Niestety – tak jak i dwa pierwsze album, tak i ten nie oddają
możliwości i potencjału twórczego tych wielkich muzyków. Klasyczny prog
w połączeniu z
jazz-
rockiem w wydaniu Transaltantic po raz wtóry
pozbawiony jest werwy, świeżości i kreatywności, choć i tak jest to
najmniej pretensjonalna z płyt zespołu. Mimo to raz po raz zamiast wiru
mamy co najwyżej powiew nudy. Poniżej oczekiwań.
Ocena: 5/10 (
Harlequin)
Trans-Siberian Orchestra – Night CastleTo dwupłytowe, rozbudowane wydawnictwo jest piątym z kolei koncept-albumem
rockowej orkiestry z Nowego Jorku. Jak zazwyczaj otrzymujemy obfitą dawkę
rock-opery wykorzystującej dokonania muzycznych klasyków, a mianowicie przeróbki kantaty Carla Orfa „Carmina Burana”, kompozycji Mozarta, Beethovena czy też Bacha. Znajdziemy tutaj również bardziej współczesne elementy prog, heavy czy hard
rockowe: np. „Another Way You Can Die”, „Tracers, „Sparks” czy też przepiękne ballady w stylu „Father, Son & Holy Ghost” czy „Believe”. Wybitnie rozbudowaną symfonikę i bogactwo różnorodnych motywów muzycznych z pewnością będą w stanie docenić właściwie jedynie zapalczywi koneserzy gatunku.
Ocena: 7/10 (minawi)
W.A.S.P. - Babylon (Demoliton Records)Ekipa
Blackie Lawlessa bezsprzecznie najlepsze czasy ma już za sobą. Od kilku
jednak lat grupa nagrywa naprawdę przyzwoite albumy i nie inaczej jest
w przypadku "Babylon". Klasyczny, amerykański hard
rock ze sporą
ilością potencjalnych przebojów powoduje, że słucha się tej płyty
dobrze, nawet jeśli momentami brakuje zadziora. Drugiego „Crimson Idol”
raczej nie dostaniemy, ale porcja solidnego hard
rocka zawsze jest mile
widziana.
Ocena: 6/10 (
Harlequin)
ALBUM MIESIĄCA:
Nile - Those Whom The Gods Detest (Nuclear Blast)Nile
to niepodważalni Bogowie współczesnego death
metalu - co mieli
zdefiniować zdefiniowali, jakie granice mieli przekroczyć przekroczyli. "Those Whom The Gods Detest" zapewne nie przedefiniuje gatunku, ani
stylu wypracowanego przez zespół. Nigdy jednak przedtem Sanders i
spółka nie nagrali tak spójnego, tak chwytliwego, tak przyjemnego w
odbiorze, tak różnorodnego, tak technicznego, tak precyzyjnie zagranego
i tak wyważonego albumu jak ten. "Those Whom The Gods Detest" to
perfekcyjnie naoliwiona maszyna do zabijania, w której zgniły, egipski
patos jest integralną jak nigdy dotąd częścią instrumentalnej żonglerki
po klinicznie wysterylizowanych zakamarkach kompozycyjnego labiryntu.
Ocena: 9/10 (Harlequin)
Podsumowanie października zredagowali: Dementia, ignor, mefir, Harlequin i minawi.