Wesołe jest życie recenzenta, który bierze się za klasykę gatunku. Nie trzeba zbytnio się natrudzić by udowodnić, że omawiana płyta jest Dziełem i to z dużej litery, bo przecież i tak wszyscy ją za taką właśnie uznają, lub zwyczajnie nie mają wyjścia. W przypadku
Nitzer Ebb i ich debiutu, ta druga opcja chyba nie wchodzi w grę, komu bowiem oldschool
EBM daje tyle przyjemności co piłkarzowi gra w jego ulubioną dyscyplinę, ten "
That Total Age", będzie zachwycony.
Na albumie wypełnionym 12 utworami znajdziemy to, co w tej muzyce najlepsze. Prosty, niezbyt masywny, ale dobitny beat, jeśli urozmaicony linią melodyczną, to także niezbyt rozbudowaną, do tego energetyzujące zwrotki będące raczej skandowanymi na
electro-punkową modłę, hasłami. I to właściwie wszystko co oferują panowie z
Nitzer Ebb za sprawą swojego albumu. Czym zatem się podniecać?
To, co przekonuje najbardziej do tej muzyki to niesamowita moc z jaką rozlewa swoje beaty, czy to po dyskotekowych salach, czy ścianach (już nie zacisznego) domostwa, odbiorcy. Mamy więc to o czym wspominaliśmy akapit wyżej jednak uporządkowane zawsze według tego samego standardu - mocny beat, prosta melodia mająca podkreślić "mocarność" kolejnych uderzeń i krzykliwy, pewny siebie głos McCarthy'ego. (Douglas McCarthy - wokalista
Nitzer Ebb, odpowiedzialny również za syntezatory przyp. od aut.). Taki układ i niejako nawarstwienie się trzech elementów, z których każdy ma za zadanie tylko wyeksponować rytm, czyniąc tą muzykę idealną do tańca, wytwarza w słuchaczu ogrom energii, który wręcz elektryzuje ciało.
Inną sprawą są aspekty czysto techniczne. Po pierwsze nim album ujrzał światło dzienne minęło 5 lat, podczas których
Nitzer Ebb musiał zadowolić się jedynie skromnymi dowodami swego talentu i oczywiście koncertami. Taka zwłoka, jednak wyszła ekipie Anglików na dobre. Zdobywając niezbędne doświadczenie uniknęli w swojej dyskografii płyt szlifujących ich umiejętności z poziomu mizernego na nadający się do słuchania. Gdyby jednak własnego doświadczenia było mało, za plecami artystów stał Daniel Miller, ówczesny szef Mute Records od dawna już dbającej o interesy innej gwiazdy - Depeche Mode. Tak doborowe warunki pracy musiały zaowocować sukcesem, choć sława jaka spotkała "
That Total Age", przerosła oczekiwania wszystkich. Ostatecznie album stał się wspaniałą zapowiedzią zysków dla sprytnego szefa Mute oraz sławy dla
Nitzer Ebb.
Podsumowując ten artykuł chciałbym dać upust swojej subiektywności. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że "
That Total Age" - rocznik '87 - to jedna z najznamienitszych pozycji z pośród gąszczu
EBMowych specjałów, jednak nie jedyna. Wspomniana już, siostrzana "Official Version" również ma prawo do tak zaszczytnego tytułu, gdybym jednak miał wybierać - za przebojowość, niesamowitą energię, elektryzującą ciało, rytmikę i wspaniałą zabawę - wybrałbym właśnie debiutancki krążek
Nitzer Ebb.
Garść przydatnych linków:
Tracklista:
01. Fitness To Purpose
02. Violent Playground
03. Murderous
04. Smear Body
05. Join In The Chant
06. Alarm
07. Let Your Body Learn (Extended)
08. Let Beauty Loose
09. Into The Large Air
10. Join In The Chant (Metal Mix)
11. Fitness To Purpose (Mix Two)
12. Murderous (Instrumental)
Wydawca: Mute Records (1987)