Z półgodzinnym opóźnieniem na scenie pojawił się support, czyli zespół
Lilith z Radomia. Choć nadmiar dymu wyłączył na chwilę z grania jednego z gitarzystów, to rozpoczęli ciekawym intro. Zespół zagrał kilka piosenek, zarówno polskich, jak i angielskich wśród, których nie zabrakło również utworu "Ostatnia Noc" z najnowszej płyty
Lilith. Na szczególną uwagę zasługuje mocny i czysty głos wokalistki, Agnieszki Czerwińskiej-Łyżwińskiej. Wprawiała ona również w osłupienie swoimi płynnymi, uwodzicielskimi ruchami. Bliskie zachwyceniu muzyką
Lilith były kanapki, które pojawiły się na stołach.
Po krótkiej przerwie na scenie pojawiły się gwiazdy wieczoru. Podczas ich show panowie zdjęli marynarki i porwali kobiety do tańca. Te nie zważając na szpilki wpadły w wir tańca. Night By Night zaprezentowało zgromadzonej publiczności dziewięć kompozycji. Choć głos wokalistki wypadł raczej blado przy wcześniej śpiewającej Agnieszce z
Lilith, to wokal Bena prezentował się dość ciekawie. Oboje wyjkrzykiwali co jakiś czas "We love Poland!", a dla jednej z par tańczących pod sceną zadedykowali nawet jedną ze swych piosenek.
Night By Night dośc szybko zakończyło swój występ jednak publicznośc miała nadal mało. Gdy muzycy schodzili ze sceny kilka nowych fanek próbowało namówić Bena, by zagrali choć jeden utwór więcej. Problem Night'ów polegał na tym, iż wyczerpali oni swój repertuar ale odegrali ponownie jeden z wcześniejszych kawałków a publika popadła w taneczną ekstazę.
Choć był to jeden z dziwniejszych koncertów z powodu sali wypełnionej stolikami i kanapek, które pojawiły się na nich w trakcie koncertów, to i tak mieliśmy okazję uczestniczyć w wydarzeniu, które otwiera nowy rozdział dla
Night By Night. Muzycy dość dobrze powinni zapamiętać wszystki świadectwa sympatii i może już niedługo ponownie u nas zagrają.