Zacznę od tego, że już sama okładka jest fatalna, przypominająca bardziej okładkę od gry komputerowej niż okładkę krążka. Zawartość muzyczna - 3 utwory trwające w sumie nieco ponad 16 minut, też można uznać za nieświadome skrócenie sobie życia. Wszystkie trzy kompozycje są do siebie podobne i wszystkie są dziwne. Niby jest to bezpośrednie granie hard'n'heavy, bez zbędnej kombinatoryki, ale występuje też duża ilość elektroniki kojarząca się z dokonaniami Fear Factory z czasów "Digimortal", zamiast solówek elektroniczne udziwnienia i irytujące chórki brzmiące jak skowyt wykastrowanego jamnika są dla zespołu samobójem. Nawet brzmienie nie jest takie jak być powinno - gitarom brak mocy, a werbel brzmi strasznie płasko. Jedyną rzeczą, która wypada przyzwoicie jest wokal, która zaciąga fajną, oldschoolową manierą.
Mistery ColD może i ma jakąś wizję tego co chce grać, ale póki co nijak im to nie wychodzi. Może się powtórzę, ale cieszy mnie fakt, że "
God Save The Guns" to tylko demówka. Nie rokuję tej formacji niczego dobrego, gdyż nieumiejętnie dobiera komponenty do tego co chce wykonywać i do tego niezgrabnie je łączy. Efekt jest taki, że krążek ledwie zdąży się zakręcić w odtwarzaczu, a już słuchacz wciska "stop".
Wydawca: Chronos Production (2006)