Pomimo, że jest to nadal thrash metal najwyższej próby, to można zauważyć kilka zmian w muzyce. Podstawową jest ta, że czwarty krążek Metallicy kładzie nacisk na technikę i biegłość instrumentalną. Generalnie czas trwania kompozycji nie schodzi poniżej pięciu minut. Różnica polega na tym, że mają one bardzo progmetalowy, a nawet techmetalowy wymiar, gdzie motywy niekoniecznie muszą się przenikać, gdzie klimat nie zawsze odgrywa priorytetową rolę, a kawałki od strony instrumentalnej żyją własnym życiem. Tym razem muzyka nie "płynie" tak jak to było na poprzednim krążku, a całość wydaje się bardzo zimna, wręcz bezduszna.
Tutaj też pojawia się problem takiej postaci, że
Metallica chcąc nagrać bardzo techniczny album chyba trochę przekombinowała i pogubiła się w swoich pomysłach. Płytę otwiera całkiem żywiołowy "Blackened", po którym następuje niezbyt porywający utwór tytułowy i okropny "The Eye Of Beholder". Już na tym etapie słuchacz może czuć się przytłoczony nawałnicą bezdusznych nutek oprawionych w niezbyt porywającą formę. Dalej jest już trochę lepiej - genialna ballada "One", agresywny "Dyers Eve", rytmiczny "Shortest Straw" czy mroczny "Harvester Of Sorrow". W zasadzie w każdym utworze mamy świetne solówki, mnóstwo motywów, ale brakuje duszy.
Reasumując - "...And Justice For All" jest albumem dobrym, pokazującym rozwój, posiadającym wartość muzyczną, z tym że muzycy trochę się pogubili w swoich pomysłach. Jest to także chyba najtrudniejszy w odbiorze album zespołu, który mimo wszystko warto poznać.
Wydawca: Vertigo Records (1988)