Po sporych przetasowaniach składu zespół powrócił do życia za decyzją jedynego stałego członka zespołu Jorge Rosado. Zmiany które miały miejsce na przestrzeni kilku ostatnich nie wpłynęły negatywnie na jakość a wręcz przeciwnie - wyklarowały dobrze znany styl zespołu. Ciężar wreszcie właściwie uwydatniony podkreślają gitarowe smaczki, które zawsze były najmocniejszą stroną
Merauder: mid-tempo oraz atonalne, beatdownowe zejścia dobrze obrazują mocne uliczne liryki o tym jakie życie jest na be. Tough Guy to nie przelewki. Wzmiankując do nowych muzyków w zespole, to przenieśli oni trochę klimatu wcześniejszych swoich grup. Najbardziej wyczuwalny jest hiper ciężar dokonań First Blood który teraz dobrze uwydatnia to czego mi trochę brakowało w
Merauderze: porządnych zwolnień tempa nasączonych chugga gitarami.
Scena nowojorska która od lat jest kojarzona raczej z Agnostic Front, Cro-Mags czy Warzone ukształtowała mocny i porządny styl za pomocą takich grup jak Stigmata, Subzero, Sheer Terror All Out War czy właśnie omawiany
Merauder. To prawdziwa mekka ciężkiego grania w Stanach Zjednoczonych, choć ostatnie parę lat przeżywało raczej muzyczny kryzys i hibernację stylów
hardcore, ale cieszy mnie fakt, że jest to wielki powrót tej sceny. W czasie kiedy
hardcore jest bardziej kojarzony z zespołami deathcore, mathcore czy innymi stylami o przedrostku "core" które zdążyły skumulować wokół siebie publiczność nie związaną z dokonaniami klasyków, a bardziej z fanami death metalu, ten album dobrze ukazuje, że można grać klasycznie godząc wszystkie strony tej szerokiej gamy muzycznej.
Tracklista:
01. Until
02. Ratcatcher
03. Built On Blood
04. Gangsta
05. Forgotten Children
06.
God Is I07. Perdona Me
08. Hell Captive
09. Intro
10. Ahora
11. Never Surrender
12. See You In Hell
Wydawca: Regain Rocords (2009)