Tak się bowiem składa, że debiutancki "
Remission" został nagrany wtedy, kiedy z podobnych zespołów znany był jedynie The Dillinger Escape Plan. Nic więc dziwnego, że album przeszedł bez większego echa i dopiero "Leviathan" zmienił tą sytuację. Paradoksem jest jednak to, że "
Remission" jest albumem lepszym od "Leviathana". Brzmienie jest nieco bardziej surowe i brudne, ale dodaje ono muzyce pazura. Mathcore grany przez
Mastodon jest wyjątkowo dynamiczny, czadowy i chwytliwy, w przeciwieństwa do łąmańców znanych z The Dillinger Escape Plan! I nie przeszkadza w tym nawet fakt, że 90% wokali jest nieczytelnych. W samej zaś muzyce odnajdziemy zarówno niebanalność kompozycyjną Dream Theater i Opeth, odrobinę bezpośredniej prostosty w stylu Black Sabbath, sporo matematycznego grania w stylu Dillinger Escape Plan i, co dziwne jak na mathcore'owy album, specyficzny klimat, odrobine smutny, pasujący jako soundtrack do tętniącego życiem XIX wiecznego, przemysłowego miasta. Utwory są pełne dramatyzmu, gwałtownych zmian tempa, zawierają zarówno brutalne, jaki i bardzo piękne, delikatne fragmenty.
Oddzielne pochwały należą się perkusiście Brannowi Dailorowi, który udowadnia, że jest aktualnie jednym z najlepszch, jak nie najlepszym perkusistą na świecie. W życiu nie słyszałem tak ciekawych partii perkusji.
Największą zaletą tego albumu jest to, że wnosi coś nowego do muzyki, jest świeży bardzo dobrze się tego słucha i nie nudzi się. Ja często wracam do tego albumu, ale podziwiać geniusz kompozycyjny, zamiast słuchać dzięsiątej, podobnej, ultratechnicznej kopii The Dillinger Escape Plan.
Wydawca: Relapse Records (2002)