"Panzer Division
Marduk" bo o nim mowa, to eksplozja agresji i
szybkości. W zasadzie przez te około pół godziny obcujemy z deszczem
blastów zagranym w zawrotnie szybkim tempie. Gitary dotrzymują tempa
perkusji i niewiele partii instrumentalnych jest tu selektywnych.
Wszystkie utwory brzmią do siebie podobnie i co najwyżej riff
otwierający stanowi pewien wyróżnik. Łomot jest doskonałym słowem
określającym zawartość "Panzer Division
Marduk" - nigdy przedtem nie
słyszałem tak bezlitosnego black metalu, który z jednej strony
zachowuje wszelkie cechy oldschoolowego grania, a z drugiej posiada
siłę rażenia zespołów uprawiających symfoniczną odmianę black metalu.
Niektórzy mogą powiedzieć, że jest to granie na jedno kopyto i ciężko
byłoby się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, ale o dziwo ta sieczka jest
całkiem osobliwa.
Niewątpliwie nie jest to album dla każdego.,
nie jest to też najlepsze osiągnięcie norweskiego kwartetu. To
wydawnictwo jest wyjątkowym tworem, skierowanym do bardzo wąskiego
grona słuchaczy, a dokładnie do tych, którzy potrafią zrozumieć hałas.
Osobiście się do nich nie zaliczam i lubię zapuścić "Panzer Division
Marduk" gdy mam już za sobą ze 2 czteropaki piwa i chce poczuć, że coś
pulsuje szybciej niż moja wątroba. Jakby jednak nie patrzeć - ciężko
wobec tego wydawnictwa przejść obojętnie.
Wydawca: Osmose Records (1999)