"
My Guardian Anger" - coś, co opętało mnie na kilka tygodni, płyta chyba szczytowa dla Lux Occulty. Nie wiem czy doszukiwanie się w ich stylu wpływów zagranicznych zespołów ma jakikolwiek sens, bo jak na razie nie trafiłem na nic, co przypominałoby choć trochę klimat jaki panuje na "My Guardia Anger". Osiem utworów, osiem kompletnie szalonych, ale i przemyślanych do samego końca kompozycji. Mnogość zmian melodii, zmian tempa, wymiatające klawisze i wszystkie efekty z nimi związane sprawiają ze muzyka na płycie haczy o psychodelę. "Nude Sophia" "The Opening Of Eleventh..." z niesamowitą solówką, czy zagmatwane riffy w "Libary Of Fire" połączone chwilami z jazzowym stylem sprawiają, że nie można porównać Lux Occulty do żadnego innego zespołu. Z początku działalności można było doszukać się wpływów Satyricon, Emperor czy Cradle Of Filth, jednak tym razem "
My Guardian Anger" staje naprzeciw naśladownictwa, manifestując głośno: "Oto Ja".
Dzieło doskonałe! Pozbawione wszelkich barier w tworzeniu, wykraczające ponad ogólnie przyjęte style. Ktoś nadał temu nazwę… Progressive Black jazz metal i nawet chcąc być obiektywnym, nie potrafię doczepić się do czegokolwiek na tej płycie. Obowiązek bez dwóch zdań!
Wydawca: Pagan Records (1999)