Mocny początek. "Walk With Me In Hell" powala na ziemię. Pierwsze riffy - naprawdę z piekła rodem. Ciężkie, szybkie gitary, do tego ciekawy growl Randy'ego Blythe'a. Porywający, ostry kawałek. Zaostrza apetyt na więcej. Dalej jest więc równie mocno. Każda kompozycja to oszałamiające tempo, karkołomne riffy i mocna perkusja. Mrocznego, ciężkiego klimatu dodaje płycie wokal. Głęboki, ryczący ale czysty głos Blythe'a pasuje jak ulał do twórczości
Lamb Of God. Sporym plusem jest wprowadzenie na płycie instrumentów klawiszowych. Całość ładnie się komponuje.
Znakiem rozpoznawczym
Lamb of God są szybkie, przytłumione riffy gitarowe. Bardzo dobrze brzmią solówk i - chociażby na początku "Pathetic". Utwory posiadają nietypowy takt - warto zwrócić tu uwagę na "Again We Rise", "Forgotten (Lost Angels)" czy "Foot To The Troath". Perkusista wyżywa się jak tylko może - wyjątkowo ciężko na przykład w "Blacken the Cursed Sun".
"Sacrament" od poprzednich płyt
Lamb of God odróżniają teksty: na tym wydawnictwie już nie polityczne czy religijne, a prywatne. Dotyczą osobistych przeżyć Blythe'a: problemy z alkoholem, depresja...
Najnowszy album Bożych Owieczek zasługuje na jak najwyższą uwagę. Słuchając tej płyty nie można oprzeć się chęci małego - a najlepiej nieco większego - "moshingu". Zabójczo szybkie kompozycje, a co najważniejsze - różnorodne. Przemyślane utwory, wokal i instrumenty na wysokim poziomie. Agresywna, porywająca płyta. Do posłuchania i do zabawy. Bez zbędnych upiększeń. Najczystsza moc w wykonaniu
Lamb Of God, do ostatniej sekundy. Obowiązkowa pozycja dla amatorów mocnych kawałków.
Wydawca: Sony BMG Music Entertainment (2006)