Dlaczego czas tak musi zapierdalać? Ostatnio często zadaje sobie to
pytanie. Może nawet za bardzo. Ale najwidoczniej zaczynam odczuwać
pierwsze oznaki starzenia. Pojebało mnie? Oczywiście, że tak. Dobiegam
powoli trzydziestki, ale prawda jest taka, że człowiek zaczyna się
starzeć już po 25 a niekiedy nawet po 23 roku życia kiedy to kończy się
ostateczny proces wzrostu i rozwoju. Smutne, ale prawdziwe. Przeraża
mnie ta trzydziestka. Widzę jak moje życie zmieniło się w ostatnich
latach, jak ja się zmieniłam. Byłam małą, niewinną dziewczynką, żyjącą
we własnym naiwnym świecie. Zawsze trochę chłopczyca bo nie martwiłam
się wyglądem, a może raczej punkówa - miałam wszystko gdzieś. A
teraz? Patrzę w lustro i boję się, że widać zaczątki zmarszczek. Nie
używam już byle jakich kosmetyków, byle były. Teraz łagodne, nie
podrażniające. Krem nawilżający - konieczność. Ubiór? Obszerne t -
shirty wylądowały w śmieciach. Teraz gustowne sweterki, jakieś
spódniczki i obcasy. A gdzie kiedyś wysokie obcasy?! Tylko glany. A
teraz glany leżą gdzieś w szafie, co rzadki (bardzo rzadki) czas
odkurzone...No i moja siostra. Ona też mi musi przypominać, że
czas upływa. Jak? Nawet nie musi nic mówić. Wystarczy, że ma już dwójkę
własnych dzieci. I tylko na nie spojrzę i... Nie, wcale nie nachodzi
mnie ochota, żeby też mieć dzidziusia. Przeciwnie. Przyglądam się tym
małym istotom i widzę w nich własne odbicie. Przerażające uczucie.
Masakryczne, traumatyczne. Myślę od razu ile te biedne małe istoty
ludzkie odziedziczą predyspozycji do chorób genetycznych. W rodzinie
były chyba wszystkie możliwe choroby : cukrzyca, nadciśnienie,
miażdżyca, nerwica, alkoholizm, lekomania, alergie, być może nawet rak
i schizofrenia! Nie wiem co jeszcze...(?)Mało tego. Pomijając
już, jakie będą mieć życie (po chuj się martwić na zapas?!) te
dzieciaki przypominają mi moje własne dzieciństwo. I może nie byłoby w
tym nic takiego, ale... moje dzieciństwo było krótkie... i do kitu...
Nie chce go pamiętać, nie chcę go wspominać. To istna trauma, a przez
maluchy muszę ją przeżywać ponownie...Nie, nie potrzebna mi
psychoterapia, tylko wyżalenie się. I właśnie to robię. Z kilkoma
piwkami ;-) Alkoholiczka. Cóż... To po rodzicach ;-)Boję się
tej trzydziestki. Jak cholera. Podobno to właśnie ostatni dzwonek
płodności.? Podobno po trzydziestce bezdzietnym kobietom odbija, za
wszelką cenę chcą dziecka. Podobno... Spójrzcie tylko na taką Angelinę
Jolie. Zbuntowana pankówa, muśnięta gotykiem świruska z obsesją krwi,
śmierci i seksu, kolekcjonerka noży, tatuaży i kochanków. A teraz?
Mamuśka, kura domowa, maszynka do rodzenia i matka Teresa chcąca
ratować dzieci w Afryce. Masakra! Czy ja też tak skończę? Czy dopadnie
mnie taki "kryzys wieku średniego kobiet"? Podobno wtedy hormony
rzucają się na mózg i nie myśli się racjonalnie? Ja nie chcę!!!Ale kolejny przemawiający za tym fakt jest taki, że... Mam już męża ( Tak, tak, padały już pytania: a kiedy dziecko?) Mamy
kotka i pieska - młode, jeszcze szczeniaczki. I piesek ma wrażliwy
żołądek, a przez to często ma biegunki. No i... No i właśnie. Przez to
często nasz temat do rozmowy z mężem to "konsystencja kupki" pieska.
Śmieszne? Oczywiście i to bardzo. Bo ja się kiedyś śmiałam z rozmów o "
konsystencji kupki", twierdząc, że to takie "mamuśkowate"! A teraz mnie
samą to spotyka! Coprawda, to nie rozmowa o niemowlaku, ale... tak
jakby. Psem też się trzeba zająć niekiedy jak dzieckiem. Zwłaszcza jak
jest chory...Co to ma do tematu? Cóż... na każdym kroku
przypominam sobie ile mam lat, a kiedyś tak nie było. I muszę poświęcić
więcej czasu mojemu ciału niż kiedyś, niż jeszcze parę lat temu. I
muszę w to włożyć więcej wysiłku niż kiedyś... To jest dla mnie
takie traumatyczne, bo mam świeże porównanie. Być może za parę lat ta
różnica nie będzie tak drastyczna, zapomnę, przyzwyczaję się. Albo i
nie... Teraz już mam obraz jak się może poczuć starsza osoba. Mam
szacunek. Pewnie za jakiś czas będę mieć większy, tak jak pojęcie.
Wszak doświadczenie czyni człowieka mądrzejszym. Ale też i starszym ;-)Co ja pierdolę? Przecież nawet nie mam trzydziestki!!!Ale już nie długo. Nawet się nie obejrzę...