Jako wspomagacz wystąpił poznański
DisQuieT. Zespół zagadka muzyczna, który jedynie przez personalia muzyków mogłem powiązać z heavy-metalową & "rust'n'rollo'wą" formacją Rust. Występ
DisQuieT zaliczyć muszę do wyjątkowo udanych a to za sprawą ciekawej dla ucha muzyki, którą gatunkowo podpiąłbym pod heavy metal. Przyzwoite nagłośnienie formacji pozwoliło na odegranie dynamicznego koncertu w trakcie, którego w tłum powędrowało kilka płyt zespołu. Publika reagowała pozytywnie i bardzo żywiołowo na poczynania muzyków nagradzając ich gromkimi brawami. Zachowaniem scenicznym, energią i szczerą radością płynącą ze sceny, zespół przekonał mnie, że warto było poświęcić im te kilkanaście minut.
Po dość długim oczekiwaniu na scenie pojawił się
Roman Kostrzewski &
Kat. W pierwszych słowach skierowanych do widowni pan Roman (dalej: szaman sceny), wspomniał co nieco o szatanie, krzyżach i heteroseksualnych sprawach. Po pogawędce, w towarzystwie kiepskiego nagłośnienia odegrano pierwsze utwory "Diabelski Dom II" i "Czarne Zastępy". Twarz szamana sceny skalana wieloletnią współpracą muzyczną z lordem szatanem dała do zrozumienia technicznym, że z kiepsko nagłośnionym wokalem i drażniącym bass'em nie chciałby kontynuować występu. Po utworze "Czas Zemsty", wokal był bardziej czytelny a instrumenty muzyczne brzmiały bardziej selektywnie. Utwory "Cmok-Cmok, Mlask-Mlask" i "Niewinność" ukazały jaki to czort drzemie w postaci szamana sceny - zachowanie wskazywało na opętanie a odhumanizowane, dynamiczne zachowanie wprawiło mnie w osłupienie. Jak to możliwe, że 49-letni facet ma takie pokłady szatańsko-zwierzęcej energii, co by nie mówić przy najbliższej okazji przeprowadzę test wydolnościowy własnemu ojcu. Z nieprzemijająca motoryką i z dzikimi ruchami ciała odegrano "Diabelski Dom III", "W Bezkształtnej Bryle Uwięziony" i "Porwany Obłędem". Nastąpiła przerwa, szaman sceny - straszy w ręczniku narzuconym na głowę, butelka w ustach, możliwe, że musi dłużej odpocząć Satysfakcja? Nie! Drobna kosmetyka włosów i znów szaleniec na scenie. Rzucone w publikę kilka słów o stosunkach damsko-męskich, szarpnięcie gitary i słyszymy pierwsze riffy utworu "Głos z Ciemności". Atmosfera ospałości przerwana dwoma klasykami "Noce Szatana", "Metal i Piekło" oraz "Purpurowe Gody". Na zakończenie "Odi Profanum Vulgus", zwolnienie w utworze "Łza Dla Cieniów Minionych" i majstersztyk "Ostatni Tabor".
Koncert, mimo problemów z terminowym rozpoczęciem, kłopotów technicznych zaliczyć muszę do bardzo udanych.
DisQuieT choć muzycznie nie współgra z moimi zainteresowaniami, koncertowo prezentuję się bardzo dobrze.
Roman Kostrzewski &
Kat poza klasyfikacją, dobra set-lista, która przestrzeliła cały muzyczny dorobek zespołu.