Pytanie, które się nasuwa to czy nowe dzieło zespołu to kolejny materiał, który będzie tylko następnym przedstawicielem tego jakże bogatego ostatnimi czasy gatunku? Odpowiedź brzmi: na pewno nie! Muzycy stworzyli styl, którego bazą jest
post-rock, ale słyszalne są bardzo dobrze elementy eksperymentalnego grania, gdzieniegdzie mathmetalowe wstawki, ciężkie soczyste riffy i agresywne fragmenty. Całość instrumentalna, z mikro partiami wokalnymi: krzyki, kobiece wokalizy, ale wszystko w stopniu minimalnym, prawie zerowym, bardziej jako dodatek, który ma wnieść kolejny smak albumowi. Niektóre czasy utworów mierzą blisko od 7 do 12 minut, i są bardzo wielowymiarowe. Widać wyraźną przeplatankę mocnych, metalowych fragmentów ze spokojnymi atmosferycznymi partiami nieprzesterowanych gitar. Myślę, że muzycy nie obrazili by się gdyby ktoś mianował ich grupą z gatunku progresywnych. Liczne zabawy dźwiękiem, efektami gitarowymi, lejących się delay'ów stwarza ten krążek bardzo kolorowym, nie wspominając o funkowych przejściach, zabawach metrycznych czy zmianach rytmu i tempa. Nieodzowne są rzecz jasna długaśne, ciągnące się suity charakterystyczne dla wykonawców post. Brak tu solówek gitarowych czy popisów instrumentalnych każdego z muzyków, natomiast w całości brzmi to co najmniej profesjonalnie i nikt nie odmówi tym ludziom umiejętności, a już na pewno nie pomysłowości.
Krótko mówiąc muzyka cieszy ucho, które szybko przyzwyczaja się do instrumentalnych czarów, album nie męczy i na pewno każdy fan
post-metalowego grania powinien się z owym krążkiem zapoznać. Jeżeli jednak ktoś woli typowe mocne klimaty i szuka tutaj instrumentalnych, technicznych szaleństw w stylu Blotted Science, nie zostanie oczarowany nowym dziełem
Irepress, gdyż jest tu zbyt duża doza przestrzeni muzycznej, którą nie każdy lubi. W moim odczuciu ocena 8/10.