Choć nazwa może sugerować, że zespół uprawia
black metal, to realia są zgoła inne.
Grimlord na swoim debiucie próbuje zaprezentować słuchaczowi utechnicznioną wersję heavy metalu. Napisałem próbuje, gdyż po kilku przesłuchaniach dostrzegam w tym wydawnictwie coraz mniej plusów. Dużo tutaj Iron Maiden, podbarwianego trochę graniem w stylu Annihilator. Przede wszystkim muzyce brak ognia (poza utworem tytułowym) - utwory są zagrane bez polotu i bez energii. Rażącą kwestią jest też wokal - pomijam fakt, że wokalista operuje bardzo wąską skalą głosu i nieciekawą barwą, to jego angielszczyzna jest tragiczna i psuje wszelkie pozytywne aspekty tego wydawnictwa. A jakie są pozytywy ? Ano takie, że
Grimlord prezentuje całkiem niezły poziom techniczny - szkoda tylko, że tych ciekawych momentów jest trochę mało. Gitarzysta pokazuje, że grać potrafi, lecz niewiele jest tutaj takich pysznych solówek. Perkusista i basista też raz po raz zarzucą jakimś ciekawym motywem, ale niestety jako całość nie rzutują one na jakość kompozycji.
"
Blood Runneth Over" jest raczej słabym wydawnictwem.
Grimlord ma potencjał, ale nie potrafi go wykorzystać i wydaje mi się, że jeszcze długa droga przed nimi, aby się przebić na rynku. W pierwszej kolejności polecam muzykom znalezienie dobrego wokalisty, gdyż muzyka wtedy zyska sporo. Póki co raczej nie wróżę sobie, abym wracał do tego albumu, lub śledził rozwój zespołu.
Wydawca: nie podano (2007)