"From Mars To Sirius" jest jednak dużym krokiem naprzód w karierze zespołu. Od razu powiem, że zespół nie jest oryginalny, ale czerpie ze sprawdzonych wzorców, tworząc po swojemu jeden spójny konglomerat. Nadal głownym źródłem inspiracji Gojiry jest Meshuggah - podobnie jak Szwedzi, tak i Francuzi preferują granie raczej wolnych, ultraciężkich riffów, utrzymanych w nieparzystej rytmice. Róznica polega na tym jednak, że
Gojira gra w sposób bardziej urozmaicony, jednocześnie będąc bardziej strawnym dla słuchacza - muzyka bowiem nie jest tak połamana, jak u Szwedów.
Kolejną rzeczą, jaką da się zauważyć na "From Mars To Sirius", jest odrobina progresywnych brzmień, sporo wolniejszych, bardziej klimatycznych wstawek (np. odgłosy wielorybów we "Flying Whales"), często nasuwających skojarzenia z Mastodon. Jest też odrobina nowoczesnego, motorycznego grania w stylu Fear Factory jak i ... potężne zwolnienia, znane choćby z "Domination" Morbid Angel. Nawet wokalista podczas tych zwolnień próbuje (i to całkiem skutecznie) naśladować Davida Vincenta. Płyta posiada monstrualne brzmienie - wszystko brzmi ciężko, masywnie, potężnie!
Muzyka sprawia wrażenie bardzo poukładanej, niesamowicie spójnej - niczym jakiś dobry progresywny concept-album. Nawet nie zarzucam muzykom Gojiry kopiowania innych, bo robią to naprawdę fantastycznie. "From Mars To Sirius" jest jednym z lepszych wydawnictw ubiegłego roku, z którym na pewno warto się zapoznać, a ktoś kto chce mieć Meshuggah, Mastodon, Morbid Angel, Fear Factory i Strapping Yuong Lad w pigułce, może śmiało zainwestować w ten album - myślę, że nie pożałuje.