Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie widziałam tylu ludzi na koncercie w średniej wielkości klubie jakim jest
Blue Note. Wszystkim, ściśniętym zarówno pod samą sceną, jak i we wszelkich możliwych zakamarkach, dane było czekać na pierwszy zespół aż do paru minut po godzinie 20-tej, kiedy to na scenie zainstalowali się warszawiacy z
Tides From Nebula. Muzycy w trakcie swojego nie za długiego, bo trwającego ok. 35 minut
koncertu, zaprezentowali utwory ze swojego debiutanckiego longplay'a "Aura", wydanego na wiosnę tego roku. W większości były to wielominutowe, przestrzenne kompozycje na granicy
post rocka i ambientu, m.in. "Shall We?", "Higgs Boson", "Tragedy of Joseph Merrick" czy "Purr". Mimo dużego zainteresowania publiczności grą zespołu, członkowie
Tides From Nebula musieli ustąpić miejsca na scenie kolejnej grupie tego wieczoru, gdyż do występu już miał przygotowywać się
Caspian.
Nastąpiła dłuższa przerwa, dająca szansę przetasowania się osobom okupującym próg sceny, aż w końcu Amerykanie rozpoczęli od "The Raven". Muzyka zespołu, trzeba przyznać, na żywo wypadała o wiele ciężej niż na studyjnych wydawnictwach, zwłaszcza praca gitar, które dosłownie rozrywały powietrze na strzępy. Oprócz wspomnianego "The Raven" pojawiły się w kolejności: "Malacoda", "Moksha" (tu genialne instro na cymbałkach), "Quovis", "Further Up Further In", "Ghosts of the Garden City" oraz "Sycamore". Około 50 minut
koncertu
Caspian wypełniła trochę bardziej agresywna wersja utworów niż się tego spodziewałam, co mogę zaliczyć tylko na plus, bo dzięki temu nie szło się nudzić. Publika nagrodziła Amerykanów gromkimi brawami, a sami muzycy wydawali się być bardzo zadowoleni tak ciepłym przyjęciem.
Jednak to nie
Caspian był gwiazdą wieczoru, a Irlandczycy z
God Is An Astronaut - zespołu, który od kilku już lat znajduje się w czołówce światowego
post rocka i muzyki eksperymentalno-instrumentalnej. I może dlatego oczekiwania wobec nich były bardzo wysokie. Czy GIAA temu podołali? Myślę, że nie w całości. Na plus uznać należy świetne nagłośnienie i poziom techniczny muzyków, na pierwszy rzut oka wszystko brzmiało perfekcyjnie, a utwory dopracowane. Jednak zabrakło mi tutaj krzty improwizacji i przysłowiowego "pazura", bowiem przedstawione kompozycje brzmiały zupełnie tak samo jak na płytach. A zagrano m.in. "White Noise", prześwietne "From Dust To The Beyond", "Shadows", "Fragile", "Point Pleasant", znakomity "Zodiac", "SnowFall", "Route 666", a na zakończenie jakże miłe dla ucha "All Is Violent, All Is Bright" oraz "Fireflies And Empty Skies". Całość ubarwiona została klimatycznymi wizualizacjami na ekranie w tle sceny, które potęgowały atmosferyczny, a nawet wręcz kosmiczny nastrój panujący podczas występu GIAA.
Koncert potrwał grubo ponad godzinę, ale mógłby i więcej, gdyż publiczność raz po raz domagała się kolejnych utworów, a w końcu około 23.40 w klubie zapalono światła i jak to zwykle bywa w
Blue Note - wszyscy rozmyli się do domów...
Podsumowując, wieczór spędzony z pewnością wartościowo, choć z uwagi na zbytni ścisk w klubie, trochę męczący. Ale czego się nie robi dla
post rocka. Niektórzy chyba wzięli swoją sympatię dla tego rodzaju muzyki za bardzo do serca, co przejawiło się w niezbyt adekwatnych dla tego gatunku skokach ze sceny i kotle pod nią, co wielu osobom mogło przeszkodzić w odpowiednim odbiorze
koncertu. Do tego dodać należy jeszcze ogólny hałas i zbyt głośne rozmowy (wydawałoby się, że co niektórzy przyszli sobie pogadać zamiast posłuchać trzech świetnych kapel), jednak nagłośnienie występów na szczęście skutecznie to zagłuszało. Jeśli chodzi o generalną ocenę zespołów, to najbardziej powalił mnie
Caspian, po którym to nie spodziewałam się takiego czadu, mile zaskoczył polski skład
Tides From Nebula, a
God Is An Astronaut udowodnił, że grać i stwarzać klimat potrafi, aczkolwiek zabrakło mi wspomnianego pazura i innowacyjności. Osobiście mam wielką nadzieję, że z tej niebywale wysokiej frekwencji wypłyną jednak korzyści, np. w postaci kolejnych
koncertów takiej klasy zespołów...