Pewne jest, że
każdy zespół chciałby mieć własny, oryginalny styl. W przypadku Genghis Tron sprawa
jest załatwiona. To filadelfijskie trio od paru lat serwuje
niespotykany w formie i brzmieniu soniczny atak. Unikatowe
połączenie grindcore'a, hardcore'a i wszelakich elektronicznych
form, jak chociażby ambient, trip-hop i hardtek.
Atmosfera wypełniona jest niepokojem i napięciem. Agresywne rytmy
wybija automat perkusyjny. Jego praca nie zawęża się bynajmniej do
blastbeatu. Zmian tempa jest tu co nie miara. Jest wiele sampli,
loopów, partii klawiszowych. Wszystko w futurystycznej oprawie.
Gitara elektryczna atakuje, co jakiś czas, ścianą brudnego hałasu.
Wokale też mocno zróżnicowane. Czasem płaczące, nastrojowe,
bardziej ciche, aby po chwili uderzyć nieludzkim wrzaskiem.
Album jest zdecydowanie niejednorodny. Dziwne dźwięki Genghis Tron mogą się najzwyklej w świecie nie podobać, ale pewnych rzeczy tym chłopakom nie można odmówić: mają zajebistą wyobraźnię, nie boją się stosować nowych rozwiązań, posiadają talent do tworzenia czegoś bardzo nietypowego. Nazwijmy to cybergrind, mathcore, niech będzie to ekstremalna muzyka eksperymentalna, wszystko jedno. To jest muzyka przez duże M.
Pewnie dotrze do stosunkowo wąskiej części słuchaczy, ale to nic. Taki dziwoląg nie jest łatwy do przyswojenia, powiedzmy to wprost. Jeśli dla kogoś rekomendacją będzie fakt, że album produkował Kurt z Converge, to bardzo proszę. Prawdopodobnie jedna z najbardziej zaskakujących rzeczy, które słyszałem w ostatnich latach. Oceniam bardzo wysoko.
Tracklista:
01. Board Up the House