"
Hours" to 11 kawałków. Muszę powiedzieć, że cała ta płyta jest oparta na pewnej koncepcji. Całość liryków opowiada o życiu, doświadczeniach chłopaków, o historiach, które zdarzyły się im w ciągu ostatnich 2 lat. Jest to swojego rodzaju dziennik, jednak nie pisany wprost. Wiele tu mowy o uczuciach i osobistych przemysleniach na takie tematy jak życie, śmierć, nienawiść, miłość itd. Jednak nie są to smutne teksty, wiele z nich ma bardzo pozytywne przesłanie.
"Na pewno niektóre z nich będą dla słuchaczy bardzo czytelne, zaś inne znacznie bardziej zawiłe. Dla nas te liryki mają bardzo głębokie znaczenie..." - mówi basista zespołu Garteh. Słuchając tej płyty trudno jest określic jaki styl sobą reprezentują. Jest to mieszanka scremo, emo i w niektórych momentach czystego metalu. Ryan Richardson, wokalista zespołu, ma bardzo ineteresujący głos, potrafi śpiewać growlingiem, a także pięknie ukołysać do snu ("Sonny"). Jednak minusem płyty jest to, że wydaje mi się robiona "na jedno kopyto". Większość kawałków rozpoczyna się w ten sam sposób, podobne ścieżki dźwiękowe, prawie nic się nie wybija. Jest to przykre. Mimo wszystko polecam tą płytkę, warto ją przesłuchać i samemu ocenić.
Ocena: 7/10
Wydawca: Atlantic Records (2005)