Trudno tę płytę porównać do wcześniejszych dokonań zespołu, lata milczenia zrobiły swoje i Carl wypracował nowy styl, moim zdaniem cięższy i bardziej mroczny od tego, do czego przyzwyczaił fanów do tej pory. Muzycznie najbardziej przypomina mi płytę "Elizium" z 1990 roku, jednak dźwięki zawarte na "
Mourning Sun" są o wiele ostrzejsze, cięższe, wdzierają się gwałtownie do świadomości słuchacza, wywołują ciarki na plecach i dziwny niepokój, a demoniczny wokal McCay'a robi niesamowite wrażenie.
Na płycie nie ma żadnych słabszych kawałków, wszystkich słucha się z zapartym tchem, a kiedy wybrzmiewają ostatnie dźwięki czuję się straszny niedosyt, ciągle ma się tego albumu mało i mało...
Jeśli jeszcze nie słuchaliście "
Mourning Sun", to poprawcie natychmiast swój błąd, a jeśli słuchaliście, to wiecie o czym mówię.
Wydawca: Oblivion Records (2005)