Faktycznie, omawiane tutaj wydawnictwo jest odejściem od estetyki deathmetalowej na rzecz bardziej nowoczesnego grania. Byłoby to jednak sporym uproszczeniem, gdybym zaszufladkował
Fear Factory w ten sposób. Nie da się ukryć, że powstał krązek bardziej chwytliwy, melodyjny, gdzie jest więcej czystych partii wokalnych, gdzie growling jest na pograniczu krzyku, a brzmienie jest okrutnie nowoczesne, mocno triggerowane i bardziej odhumanizowane niż na debiucie.
Od pierwszych dźwięków utworu tytułowego jesteśmy atakowani synchronicznymi shreddami, a w tle słyszymy raz po raz industrialne motywy. Kolejne "Self Bias Resistor" oraz "Zero Signal" podtrzymują tylko ten schemat. Na tym etapie muzyka może wydawać się bardzo jednolita i monotonna, niemalże kompletnie pozbawiona urozmaiceń. "Replica" oraz "New Breed" prezentują jednak bardziej bezpośrednie i oldschoolowe podejście do grania. Utwory te mogłyby znaleźć się na poprzednim krążku, tyle że są lżejsze. "Dog Day Sunrise" to dla odmiany nawiązanie do twórczości... Danzig. Mroczny, matowy głos, mozolny, rockowy riff i niemalże doorsowa melodia. "Body Hammer" i "Flashpoint" to szybsze utwory, po których mamy same gwoździe programu - "H-K" będący kwintesencją stylu
Fear Factory, równie mocny „Pisschrist” a na zakoÅ„czenie doÅ‚ujÄ…cy, industrialny, ponad dziewiÄ™ciuminutowy "A Therapy For Pain".
"Demanufacture" to moim zdaniem szczytowe osiągnięcie zespołu - krążek bardzo nowatorski, bardziej urozmaicony od debiutu, a zarazem chwytliwy i czadowy. Formacja znalazła wypośrodkowanie pomiędzy agresją, melodią jak i pomiędzy kilkoma nurtami, które łączy w swojej muzyce - a to chyba świadczy o klasie zespołu.
Wydawca: Roadrunner Records (1995)