Nie miałem okazji wcześniej słyszeć
Eternal Deformity, ale po
zapoznaniu sie z "
Frozen Circus" tę zaległość wypadałoby nadrobić.
Słychać, że zespół czerpie inspirację z różnych źródeł - jest tu trochę
teatralności Arcturus, figlarne, pokręcone klawisza a'la Emperor,
czyste wokale przypominające Mariusza Dudę z Riverside, pewne kontrasy
znane z twórczości Asgaard, zwolnienia kojarzące się z My Dying Bride,
czy blackowe przyspieszenia rodem z Cradle Of Filth. Wszystkie te
elementy komponują się w jeden zaskakująco spójny i interesujący album.
Pomimo wielu źródeł inspiracji, awangarda proponowana przez zespół jest
dosyć przejrzysta i czytelna dla przeciętnego słuchacza, nie jest
przesycona różnorodnością, ani przesadnie zakombinowana.
Od
strony instrumentalnej zespół prezentuje się nieźle, choć nie ma tu
popisów na miarę nowszych płyt Emperor czy Arcturus. Krążek posiada
bardzo nowoczesne brzmienie, co jednak w żadnym wypadku nie utrudnia
odbioru. Wręcz przeciwnie - ciężkie, sterylne riffy stanowią świetny
kontrast dla zimnych klawiszy błądzących gdzieś w tle i tułających się
pomiędzy delikatnymi solówkami i sennym wokalem.
"
Frozen Circus"
to bezsprzecznie jedno z ciekawszych rodzimych wydawnictw ostatnich
miesięcy. Choć chłopakom daleko do elity gatunku, to jednak jest to
muzyka ciekawa i wartościowa, która powinna zostać dostrzeżona. Póki co
jest to chyba najlepszy rodzimy reprezentant tego gatunku, tworzący
muzykę o wiele bardziej spójną i przemyślaną niż Asgaard, do którego
zespołowi jest chyba najbliżej.
Wydawca: Code666 (2008)