Kto spodziewa się tu kontynuacji tego co było na "Isa" i "Ruun" ten się zaskoczy. Ni stąd ni zowąd Norwedzy zmienili kurs i nagrali album, który ma więcej wspólnego z progmetalem i awangardą niż z
black metalem czy rockową klasyką. Od pierwszych dźwięków "Clouds" nie mamy wątpliwości, że będzie to ciekawe doświadczenie. Czy ktoś może sobie wyobrazić delikatny, nienachalny progmetal w stylu Dream Theater z okresu "Six Degreees…", brawurę debiutanckiego Kayo Dot oraz szorstkość i posępność Cult Of Luna czy Isis? To proszę sobie wyobrazić, że ten wybuchowy misz-masz jest zestawem starannie dobranych komponentów, które mają na celu ubarwić surowy, momentami prymitywny
black metal w klasycznym dla zespołu stylu. Chciałbym jednak od razu zasugerować, że pomimo wspomnianych porównań
Enslaved stworzyło album szalenie oryginalny, który z każdego gatunku czerpie jakąś cząstkę, ale wszystko zostało zagrane tak, aby słychać było, że to jest autorstwa
Enslaved.
A to dopiero przedsmak całości. Muzykom udało się stworzyć muzykę stosunkowo nieskomplikowaną instrumentalnie, gdyż jak wiadomo ten aspekt ich twórczości nigdy nie był ich mocną stroną. "
Vertebrae" zostało jednak naszpikowane całym wachlarzem skromnych ozdobników czyniących ten album szalenie bogatym, barwnym i pomysłowym, a jednocześnie słuchacz nie ma poczucia przekombinowania i przesytu. Nie wiem czy jest sens rozpatrywać każdy z ośmiu utworów z osobna, gdyż dzieje się tu naprawdę dużo. Moim faworytem został "Ground", który urzekł mnie piękną, pełną emocji solówką.
W zasadzie oprócz kilku szybszych i bardziej agresywnych partii i skrzeczących wokali to z
black metalem ten album ma niewiele wspólnego. "
Vertebrae" to progresywny album pełną gębą i bezdyskusyjnie jest to jeden z najlepszych i najbardziej wartościowych albumów progmetalowych ostatnich lat. Nie sądzę co prawda, aby to wydawnictwo przekonało malkontentów do poprzednich dokonań tej grupy, gdyż ten materiał zbyt mocno się różni. "
Vertebrae" powinno jednak co najmniej zwrócić uwagę tych ludzi na to, że
Enslaved cały czas się rozwija i tworzy muzykę coraz ciekawszą i bogatszą, nie dającą się zamknąć w jakiejś konkretnej szufladce. Można więc mówić o świetnym prognostyku na przyszłość. Póki co jest to chyba najbardziej kreatywne, metalowe wydawnictwo tego roku, a obok ostatniego Meshuggah chyba najlepszy album spod znaku ciężkiego grania, jaki ukazał się w tym roku.
Tracklista:
01. Clouds
02. To The Coast
03. Ground
04.
Vertebrae05. New Dawn
06. Reflection
07. Center
08. The Watcher
Wydawca: Indie Recordings (2008)