Krążek otwiera utwór "Du Trefonds des Tenebres". Ten i następny "Melphomene" to niezwykle mocne kompozycje symfoniczne, trwające po prawie 11 minut i mające klimat opery, ale mrocznej, rozgrywanej w piekle opery. Dają wyobrażenia dantejskiego opisu piekła. Pasuje do nich określenie "piekielnego wzburzenia". Trzecia kompozycja "Moon Of Amber" to smutny, spokojny, prawie, że "płaczący" utwór o świetnym klimacie. Czwórka to "Apocalypse" - znów bardzo wzniosłe dzieło symfoniczne opowiadające o apokalipsie, pierwsze skojarzenie jakie miałem słuchając tego to słynna gra Diablo. Piątka "Umbra" to znów spokojny niejako monolog samego szatana. Szósty utwór "The Umbersun" to kolejne niesamowiciwe piękne "wzburzenie piekieł". Kolejny, siódmy "In The Embrasure Of Heaven" to kolejny smutny monolog. Ósma kompozycja "The Wake Of The Angel" to poprostu kwintesencja piękna. Utwór niesamowicie smutny, piękny i magiczny jest dialogiem dwojga kochanków. Coś niesamowitego. Ostatni "Au Trefons des Tencbres" to również piękna kompozycja symfoniczna.
Polecam tą płytę każdemu, kto chce się oddać spokojnej, a zarazem pięknej muzyce. Naprawdę niesamowite przeżycie.
Wydawca: Music For Nations (1998)