No właśnie - zważywaszy na fakt, że muzycy w dosyć humorystyczny sposób podchodzą do muzyki to zdecydowanie bliżej im do żartobliwych patentów Spastic Ink, aniżeli do monumentu LTE. "Electro ..." bowiem mogłoby być metalowym soundtrackiem do kreskówek o przygodach Królika Bugsa i jego przyjaciół. Pośród gęstwiny popisów instrumentalnych przewijają się radosne, kreskówkowe motywy, stylistycznie haczące to o funk, to o muzyją kina lat 20tych ubiegłego wieku. Mamy tutaj także mnóstwo ciężkich, brutalnych riffów, mocarnego basu, instrumentalnych pościgów, czy potężnego łomotu perkusyjnego przypominającego mieszankę Portnoy/Hoglan. Wszystko zagrane jest może nie z taką prędkością jak robi to Behold... The Arctopus, utwory nie są tak rozbudowane jak w LTE, ale
Electrocution 250 niewiele im pod tym względem ustępuje. Płyta ma fenomenalne brzmienie, co jest raczej niespotykane w tak niszowych produkcjach.
Jedynym mankamentem jest... zamieszczenie solówek gitarowej, klawiszowej i perkusyjnej jako oddzielnych utworów, które choć pierwszej jakości, to niestety dekomponują spójność albumu. Fani ultratechnicznego progmetalu na pewno jednak nie będą zawiedzeni tym albumem ...