Od pierwszych dźwięków "Mourning Palace" zostajemy wprowadzeni w zupełnie inną jakość muzyki zespołu. Dostojne wejście klawiszy, mocny akord gitary i melorecytowany po angielsku tekst przez Shargatha rozbrzmiewający na tle monumentalnych klawiszy ... całość brzmi przepotężnie - chyba nigdy przedtem muzyka nie miała takiego monumentalnego charakteru. W ogóle klawiszowe tło tego utworu to cudo. W porównaniu jednak do poprzednich płyt zauważyć można pewne odejście od standardowego blackmetalu. Jest więcej ciekawych riffów, tempa są raczej wolniejsze, a całość bardziej symfoniczna - głównie dzięki wykorzystaniu klawiszy. Jak się jednak okazuje "Mourning Palace" to zdecydowanie najlepszy numer na płycie. Na szerszą uwagę zasługuje także "In Death's Embrace" z fenomenalnym klawiszowo-gitarowym wstępem, gdzie na tle motorycznego riffu rozbrzmiewają rozkołysane dźwięki pianina oraz wieńczący krążek "A Succubus In Rapture".
A co z pozostałymi utworami? Nie są może tak chwytliwe jak te dwa wspomniane wcześniej, ale utrzymane są w bardzo podobnej konwencji, gdzie najważniejszą rolę odgrywają zdecydowanie klawisze. Cieszy fakt, że w porównaniu do "Stormblast" utwory stały się bardziej zwarte i skrystalizowane, gdzie żadna przypadkowość nie ma miejsca. Od tej strony
Dimmu Borgir jawi się jako grupa bardzo dobrych kompozytorów, którzy pomimo dosyć wyraźnego odchodzenia od typowego norwskiego black metalu nadal pozostają w gatunku. Zadziwiający jest to fakt, bo uważam, że gdyby zabrać im klawisze, to muzyka leżałaby na łopatkach. Niestety od strony instrumentalnej niewiele jest tutaj ciekawego.
Trzeba jednak przyznać, że "Enthrone ..." jako całość podołał zadaniu i pozwolił zespołowi wykorzystać szansę. Umiejętności kompozytorskie, czucie tego co się robi pozwoliły zespołowi zachować tożsamość pomimo wielu zmian. Pewne niedociągłości nie rzutują jednak na fakt, że jest to jeden z najważniejszych krążków w gatunku.
Wydawca: Nuclear Blast Records (1997)