W dalszym ciągu mamy do czynienia z ciężkim graniem mocno
podrasowanym elektronika. Choć w zasadzie zamysł się nie zmienił, to
jest kilka rzeczy odróżniających to wydawnictwo od poprzedniczki.
Przede wszystkim zespół o wiele bardziej poszedł w elektronikę, czyniąc
obecność ciężkich gitar czerwoną wisienką na czubku tortu. Kompozycje
zyskały na dynamice, ale kiepsko brzmiące gitary sprawiają, że płyty
zdecydowanie straciła na mocy. Okazuje się jednak, że barwa głosu
Englera stała się jeszcze bardziej podobna do głosu Nicka Holmesa,
przez co w wielu momentach muzyka może się kojarzyć z późniejszymi
dokonaniami Paradise Lost. W zasadzie to należałoby powiedzieć, że Die
Krupps byli jedną z inspiracji dla Anglików na ich drodze do
wykorzystania elektroniki.
Zasadniczym problemem
tego wydawnictwa jest jednak jego jednowymiarowość. Gitary zostały
zepchnięte na dalszy plan, a dynamiczne, choć jednowymiarowe
wykorzystanie elektroniki czyni to wydawnictwo trochę mało
urozmaiconym. Nie jest to też tak świeżo brzmiący materiał jak
poprzedniczka - gdzieś w połowie krążka zaczynamy mieć wrażenie, że
słuchamy w kółko tego samego. Tym razem
Die Krupps nie oczarowało, choć
nie uznałbym tego wydawnictwo za złe. Jest ono po prostu słabsze od "I".
Tracklista:
01. Crossfire
02. Language Of Reality
03. Bloodsuckers
04. Fatherland
05. To The Hilt
06. Iron Man
07. Inside Out
08. Paradise Of Sin
09.Worst Case Scenario
10. Shellshocked
Wydawca: Rough Trade Records (1993)