Na płytę składa się zaledwie jeden 66-minutowy utwór, który jest jedną,
wielką muzyczną suitą uosabiającą horror. Jeden człowiek potrafił
skomponować dźwięki, które powodują, że słuchając tego stajemy się
uczestnikami tej mrożącej krew w żyłach historii. Mr. Doctor odważnie
sięgnął po elementy symfoniczne, gongi, talerze, smyczki nadając tej
płycie wręcz charakteru ścieżki dźwiękowej do filmu. Ale na tym nie
koniec niespodzianek - taperski styl grania na pianinie nawiązujący do
muzyki kina niemego, jadowite szepty, opętańcze melodeklamacje, ładne
melodie, heavymetalowe gitary - wszystko się tu przenika w sposób
rozważny, tak aby oddziaływało na słuchacza.
Oczywiście są
momenty, gdy
Devil Doll spuszcza z tonu i idzie w nieco bardziej
standardową, heavymetalową stylistykę, która jest chyba jedynym
elementem nie do końca pasującym w tej płycie. Nawet jeśli jest tu
kilka momentów, gdy nasza uwagę trochę przysypia, to z pełną
świadomością mogę stwierdzić, że koncepcja horroru obrana przez Kinga
Diamonda jest w porównaniu do
Devil Doll trywialna, zaś Ayreon powinien
pouczyć się tworzenia muzyki konceptualnej. "The Girl Who Was… Death"
to bardzo dobra i odkrywcza płyta, która ukazała nowe możliwości
łączenia metalu z innymi stylistykami.
Tracklista:
01. The Girl Who Was Death
Wydawca: Hurdy Gurdy (1989)