Nie lubiła go i bez żalu wrzuciła do szuflady, gdy tylko pojawił się czarno-szary Casio G-shock. Ten był idealny. Biegł równie szybko jak jej życie. Wolniutko tykał, gdy zaznawała rozkoszy pierwszych pocałunków. Potrafił pokazać jej czas nocą, obudzić rano cichym brzęczykiem, przypominał jaki dziś dzień i uwielbiał wspólne pływanie. Parę razy nieźle mu się oberwało, ale nawet rysa na szkiełku nie popsuła ich przyjaźni. Poszli razem na koncert heavy-metalowy. Wśród wrzasków nie usłyszała jak przeraźliwie krzyczał, gdy obcy odpinał jego pasek. Nie rozumiał co robi w brudnej kieszeni marynarki, dlaczego ogląda go tylu ponurych ludzi i dlaczego zabrał go gruby, spocony facet. Tęsknił za chuda, opalona rączką, do której tak się przyzwyczaił. Kiedyś więc odpiął się i wpadł pod koła nadjeżdżającej ciężarówki. Ona też długo nie mogła go zapomnieć. Płakała i nie chciała nowego.
Kiedy studiowała nienawidziła zegarów na uczelni. Biało-czarnych, kanciastych i smutnych. Ciągle pokazywały jak blisko do sesji, do kolejnego egzaminu. Obraziła się na czas.
Zakumplowali się znowu, kiedy w hotelu godziny jej miesiąca miodowego odmierzał powoli duży, skórzany zegar z czerwonymi wskazówkami. Polubiła go tak bardzo, że przed wyjazdem zostawiła mu kostkę czekolady...
W nowym domu, w kuchni, obok szafki z przyprawami, powiesiła wesoły zegar w kształcie czajnika. Był w biało-czerwoną kratę. Razem śmiali się, gdy uczyła się gotować i do kosza trafiały ciasta z zakalcem. On sam też tam trafił, gdy jej pięcioletni synek bawił się procą. Skrzyczała go, a potem zaprowadziła do chłodnego, mrocznego pokoju i pokazała antyczny zegar z kukułką. Kukułka była stara i nie chciała się odzywać, ale dostojne bim-bam, dokładnie co godzinę, brzmiało w całym domu. Pokazała synkowi szufladę, wyciągnęła z niej Nieużywanego, Błękitnego i Swatcha z pękniętym sercem. Opowiedziała mu o czasie - o tym jaki jest dumny i cierpliwy, i o tym, że nie można go karmić czekoladą...