Koncert rozpoczął się od utworu otwierającego wydaną w zeszłym roku płytę "I, Vigilante", zatytułowanego "Troublemaker". Widać było, że zespół, jeszcze rok temu znany właściwie tylko koneserom gatunku jakim jest
post rock, dopiero wychylający się z tej niszy muzycznej, teraz dojrzał już zarówno muzycznie, jak i scenicznie. Artyści wrzucili "pełen luz" rozmawiając z publiką raz po raz i dając fanom do zrozumienia, że ten występ jest dla nich wielką przyjemnością, a nie tylko odhaczeniem kolejnej wizyty w terminarzu
koncertowym. Joe Volk jak zwykle śpiewał z nieznikającym z twarzy uśmiechem - zresztą poczucie humoru to jedna z cech charakteryzujących członków
Crippled Black Phoenix. Przejaw tego można było zauważyć m.in. na koszulce basisty, Christiana Heilmanna, na której to widniał napis "Who the fuck is Mick Jagger?".
Po owacyjnie przyjętym utworze inaugurującym
koncert zespół rozkręcił się na dobre prezentując kolejno: "Fantastic Justice", "A Lack Of Common Sense", melancholijne "Goodnight Europe", "Song for the loved" oraz "Whissendine". Od najbardziej rozpoznawalnej kompozycji w "I, Vigilante", czyli "Of A Lifetime" z damskim wokalem, rozpoczęła się druga, obfitująca w bardziej popularne utwory CPB część
koncertu. Póki co jeszcze niespodziankę stanowił numer "The Brain / Poznan" (tak! - Poznań), który zespół poświęcił m.in. swoim wspomnieniom z ubiegłorocznej trasy, a zwłaszcza występowi w poznańskim klubie "Pod Minogą". Oczywiście, co było do przewidzenia, muzycy zjednali sobie tym wielkopolską publiczność jeszcze mocniej.
Po "We Forgotten Who We Are" przyszła kolej na lekko orientalne "444" oraz energetyczne "Rise Up And Fight". Prawdziwą ucztę dźwiękową stanowił - chyba już stały punkt programu
koncertowego CPB - "Burnt Reynolds", rozciągnięty w czasie o parę minut, a to jak łatwo się domyślić - z powodu refrenowego "ooooo ooooo ooooo" wyśpiewanego wspólnie przez muzyków i publiczność.
Na koniec zespół zaplanował zagranie "Time/Born/Paranoid" (tytuł w skrócie), podczas którego artyści dosłownie "wyszli do ludzi", a głównie gitarzysta (Justin). Jednak nie to było największą niespodzianką - i to ze strony publiki - a jednocześnie najbardziej humorystycznym motywem
koncertu. W pewnym momencie wśród tłumu pod sceną zaczęły wyłaniać się... pluszowe uszy, a zaraz potem na podeście pomiędzy muzykami pojawiła się osoba przebrana za niedźwiadka-maskotkę. Spowodowało to wybuch salwy śmiechu zarówno u publiczności, jak i zespołu, którego członkowie byli nadzwyczaj rozbawieni sytuacją. Niedźwiadek skakał do rytmu jeszcze kilka dobrych minut aż do końca trwania ostatniego utworu, wywołując na twarzach wszystkich szeroki uśmiech. Bardzo sympatyczne zagranie, które z pewnością muzycy CPB zapamiętają na dłużej.
Mimo długich owacji i nawoływań Brytyjczycy nie zagrali dodatkowego numeru, za to pojawili się jeszcze poza sceną, by porozmawiać i pożartować z uczestnikami
koncertu. Pozostawili za sobą masę pozytywnych wspomnień i miejmy nadzieję, zawitają w naszych progach również za rok.
Setlista:
1. Troublemaker
2. Fantastic Justice
3. A Lack Of Common Sense
4. Goodnight Europe
5. Song for the loved
6. Whissendine
7. Of A Lifetime
8. The Brain / Poznań
9. We Forgotten Who We Are
10. 444
11. Rise Up And Fight
12. Burnt Reynolds
13. Time/Born/Paranoid