Otwierający płytę "The End Of Everything" zaczyna się riffem rodem z Death, aby po chwili przejść w utrzymany w średnim tempie thrashowy riff. Mało sie w tym utworze dzieje, kawałek jest prosto zbudowany, wokalista coraz bardziej odchodzi od stylistyki deathmetalowej na rzecz melorecytacji rodem z My Dying Bride z okresu "The Angel And The Dark River". Gdzieniegdzie pojawiają sie growlopodobne wokale, którym bliżej chyba do thrash metalu.
Drugi na płycie - utwór tytułowy, jest wolniejszy, bardziej przypomina pozbawiony klawiszy doom gothic. Niektore aranże kojarzą mi się z "Irreligious" Moonspell. Niestety jest to kolejny rozczarowujący numer.
"Remembrance" jest odrobinę ciekawsze. Dzieje się tam więcej - grają klawisze, a wolne motywy przeplatane są ciętymi, thrashowymi riffami. Mimo wszystko niedosyt pozostaje.
"Voices From Outside" jest kawałkiem w całości instrumentalnym, opartym na klawiszach, z czego pierwsza jego część, to stylistyka zupełnie niemetalowa, wrecz trip-hopowa, a drugiej - bliższa jest gotykowi.
Porównując owy album do poprzenich, należy zaznaczyć, iż zdecydowanie poprawiono brzmienie - nie słychać "korytarza", instrumenty sa przyzwoicie nagłośnione, jedynie wokal jest wciąż za bardzo schowany.
Reasumując, należy powiedzieć, że "My Salvation" na pewno ukazuje dalszy rozwój grupy, ale po świetnym „Curse this day” oczekiwałem ciekawszych kompozycji, aniżeli te, które otrzymaliśmy. Ja jestem bardzo rozczarowany.
Wydawca: płyta wydana przez zespół (2005)