W sobotę nie zabrakło zatem old schoolowego, rockowego brzmienia i prawdziwie zimnej atmosfery. Niestety zabrakło publiczności i koncert odbył się w dość kameralnym gronie. Ogromna szkoda, gdyż zespół świetnie się zaprezentował i pomimo drobnych problemów z nagłośnieniem, zagrał magiczny i znakomity koncert. Cały występ wyglądał bardzo profesjonalnie, mam wrażenie, że muzycy świetnie czują się na scenie. Na pierwszy plan wysuwa się wokalistka, Salomea Wrona, która świetnie operuje swoim silnym, pewnym i głębokim głosem. Wszystkie utwory przy jej walorach wokalnych nabierają żywiołowości, dynamiczności oraz mocy.
Cabaret Grey zaprezentował publiczności materiał ze swojej debiutanckiej EP'ki "
Stirring", w tym absolutny hit "
Grey lights", który z pewnością podbije nie tylko polskie parkiety na imprezach gotyckich. Było więc szybko, punkowo i energicznie, ale również nastrojowo i zimnofalowo. Nie zabrakło też niespodzianek na bis, czyli dwóch znakomicie wykonanych coverów:
Maanam "Lipstick On The Glass" oraz Bauhaus "Dark Entries". Był to jeden z lepszych koncertów, jakie miałam ostatnio okazję oglądać. Jestem pod ogromnym wrażeniem głosu wokalistki i mam nadzieję, że niebawem zrobi się głośno o
Cabaret Grey i będzie okazja, by ponownie zobaczyć ich na
żywo.