Warstwa aranżacyjna płyty prezentuje się całkiem nieźle. Duży plus należy przyznać za brzmienie gitar, które choć dość surowe i mocarne, to zachowuje jednak dużo melodyjności. Proste gitarowe riffy, jak na hardrock przystało, szybko zapadają w pamięć i tworzą dość energetyczną mieszankę. Brak tu jakiś niepotrzebnych smaczków czy upiększaczy, bo siła tkwi w prostocie tej muzyki. Wokal Maćka Taffa, znanego z formacji Rootwater, wpasowuje się świetnie w klimat całej płyty. Taff, obdarzony niesamowitym głosem, wie jak zinterpretować muzykę i odcisnąć swój trwały ślad w każdym z kawałków. "Punky Blonde" to niepodważalny hicior płyty, ale znajdziemy również utwory mniej przebojowe i trudniejsze w odbiorze.
"
Black River" to płyta żywiołowa i godna uwagi, ale chyba jednak troszkę za mało charakterystyczna, by zapisać się jakoś na dłużej w świadomości słuchacza. Na razie nie wiadomo, czy
Black River to jednorazowy rock'n'rollowy "zryw", swoją drogą dość udany, czy poważniejszy projekt. A takich pobocznych hardrockowych projektów potworzyło się ostatnimi czasy dość dużo w metalowym biznesie, jak choćby Chrome Division, w którym na gitarze gra Shagrath z Dimmu Borgir czy Sahg, gdzie na basie możemy usłyszeć Kinga z Gorgoroth.
Tracklista:
01. Negative
02. Free Man
03. Night Lover
04. Street Games
05. Punky Blonde
06. Crime Scene
07. Fight
08. Silence
09. Fanatic
Wydawca: Mystic Production (2008)