"The Apostasy" niewątpliwie było jednym z najbardziej wyczekiwanych krążków tego roku, może nawet bardziej niż krążki Paradise Lost, Nile, czy Dream Theater. Co więcej - dla wielu "Demigod" był albumem niemal perfekcyjnym. Czy
Behemoth przeskoczył ten pułap ? Myślę, że tak. Co więcej - dostaliśmy jeden z najlepszych krążków tego roku. Spodziewałem sie monstrualnie brutalnego brzmienia, czegoś co zmiażdży mnie ... i dzięki Bogu tego nie dostałem.
"The Apostasy" jest kolejnym krokiem w stronę death metalu, choć dalej się będę upierał, że
Behemoth to bardzo oryginalny zespół blackmetalowy. Krążek brzmi ... inaczej niż "Demigod". Wydaje mi się, że brzmienie jest ciut surowsze, bardziej potężne, ale uwypukla tym atuty zespołu. Muzyka stała się czytelniejsza, bardziej agresywna i chwytliwa, może nieco mniej pompatyczna, ale to tylko wyszło na plus. Muszę także powiedzieć, że instrumentalnie też zespół poszedł do przodu, partie perkusji Inferno są jeszcze bardziej urozmaicone, partie gitarowe nie ograniczają się jedynie do grania w szaleńczych tempach, przez co możemy się delektować naprawdę bardzo dobrymi i zapadającymi w pamięć riffami i poprawnymi, choć rzadko pojawiającymi się solówkami.
W utworze "Inner Sanctum" gościnnie pojawili się wokalista Nevermore - Warrel Dane oraz Leszek Możdżer - nasz rodzimy jazzowy pianista; utwór, podobnie zresztą jak pozostałe, wypadł wyśmienicie. Prawdą jest jednak, że ta kompozycja udowodniła mi, że to Nevermore ma klimatem coś wspólnego z
Behemothem. Moim bezdyskusyjnym faworytem jest wieńczący płytę "Christgrinding Avenue" - potężny, czadowy i kurewsko agresywny.
"The Apostasy" jest najlepszym krążkiem
Behemotha - zespół podszliwował te elementy, które do tej pory wypadały moim zdaniem słabiej, dostaliśmy 10 (plus intro) rewelacyjnych utworów, które tylko potwierdzają fakt, że
Behemoth jest obecnie jednym z najważniejszych i najbardziej kreatywnych zespołów na światowej scenie metalowej.
Wydawca: Regain Records (2007)