- Obiecuję, że jeśli okażesz się być Bogiem będę Ci posłuszna.-
Powiedziałam kiedyś klęcząc przed tronem, na którym siedział Bóg. Bóg wyglądał
śmiesznie. Przypominał z twarzy Stańczyka, albo innego pajaca tudzież błazna.
Ubrany był w obcisły gorset, na co narzucił śmieszną tunikę koloru indygo. Tak,
Bóg jest bez gustu. Aby wszystko wyjaśnić nadmienię tylko, że Bóg to jest nasz
radosny stwórca. Znaczy się w ogólnym założeniu Boga. Nie będę tu przecież
Biblii Chrześcijańskiej cytować.
Parę dni później odwiedziłam Go ponownie.
- Panie Boże, będę się tak do Ciebie zwracać, gdyż nie wiem właściwie jeszcze
kim jesteś. Chciałam się Ciebie zapytać co mam zrobić, aby być pewną swoich
poczynań? Aby zawsze robić słusznie i dobrze?
Bóg nie odpowiedział. Rozpostarł szeroko ramiona, głuchym echem rozniosło się
siorbnięcie nosem. Poprawił zmierzwiony blond włos.
Smutna i niepocieszona wyszłam nie uzyskawszy odpowiedzi. Zaczęłam się
zastanawiać: „Czy Bóg nie robi tego specjalnie? By mnie sprawdzić? By zrodzić
we mnie pytania, które mnie nie dotyczą? ”
Błąkałam się z tą myślą długo, aż w końcu postanowiłam iść Go zbluzgać. I wtedy
przekonałam się, że mój Bóg nie był tym samym Bogiem co Bogowie innych ludzi.
Urodził się we mnie jakiś taki wewnętrzny oportunistyczny obraz, który kazał mi
sądzić, że mój Bóg- to zlepek wszystkich Bogów. Potwierdzałaby to chociażby
antena satelitarna stercząca z jego głowy.
- Boże, kim jesteś?- Zapytałam innego razu. Wtedy po raz pierwszy na jego
twarzy pojawił się grymas bólu. Zupełnie jakby bał się tego pytania, a nawet
więcej- znał na nie odpowiedź i wiedział, że musi mi odpowiedzieć. Bóg usiadł
wygodnie na swoim tronie, poprawił oparcie kręconego fotela i odezwał się po
raz pierwszy.
- Nie jestem tym kim chciałabyś, abym był, ale jestem tym, który jest Ci
najbliższy, a jednocześnie najdalszy. Znasz każdy mój sekret, a jednocześnie
nie znasz żadnego.- zastygł.
Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie, tworząc swoistą plątaninę gumy do
żucia i włosów. Nie mogłam dać za wygraną. Raz odwiedził mnie sam. I rzekł:
- Wiem, że wiążesz ze mną jakieś nadzieje. Pozbaw się tego. Dziś wieczorem
znajdziesz pod łóżkiem żyletki.
- Panie Boże, czy Ty mi sugerujesz..??
- Tak dziecko.
Wzięłam żyletki, ale były zbyt cieżkie. Wtedy pojawił się Anioł, który nie
pozwolił. Powiedział, że to była ostateczna próba.
Poszłam oburzona do mojego Boga.
- Boże, co Ty sobie wyobrażasz? Jak możesz? Czy wiesz co mógłbyś tym uczynić?
Jesteś niepoważny?
- Ja tylko…
- Milcz. Nie sądzę, aby nasza znajomość była rozsądna.- Trzasnęłam drzwiami.
Od kiedy zamknęłam drzwi do komnaty Boga, nie próbował się wydobyć. Raz znaczy
się tylko walił do drzwi jak oszalały, ale go zignorowałam. Ostatnio szeptał
przez ścianę, że mnie kocha, i że to się nie powtórzy. Oczywiście nigdy mu nie
zaufam. Zupełnie jak nie mogę mieć zaufania do siebie samej, co rusz popełniam
jakieś głupstwa.
Mam 17 lat i pełną kartotekę błędów. Odkryłam niedawno, że sama kieruję swoim
życiem, jestem Bogiem własnego losu. Potrafię się w sobie zdusić i szeptać
cichutko. Czasem potrzebuję by mi ktoś strzelił w pysk. Jestem posłuszna tylko
sobie.