Tym razem jednak Lucassen odchudził nieco skład, skupiając uwagę
jedynie na wokalistach. Mamy więc tu między innymi: Renske (Katatonia),
Tabora (Platypus, King's X), Van Giersberbena (ex-The Gathering),
Englunda (Evergrey) czy Gildenlowa (Pain Of Salvation). Zdecydowana
większość partii instrumentalnych nagrał sam Lucassem wspomagając się
nieznacznie gitarzystami i klawiszowcami, spośród których najbardziej
znanymi nazwiskami są Romeo (Symphony X) oraz Sherinan (ex-Dream
Theater, Planet X). Za zestawem perkusyjnym zasiadł zaś po raz kolejny
niezmordowany Ed Warby.
Ten z pozoru nieco mniej "galaktyczny"
skład zapewnił jednak ponad sto minut dobrej metal-opery. Od razu
jednak zacznę od stwierdzenia, że ci, którzy pokochali poprzedni album,
mogą się poczuć troszeczkę rozczarowani. "
01011001" jest raczej małym
ukłonem w stronę przeszłości. W porównaniu do "The Human Equation" mamy
do czynienia z nieco mniej urozmaiconym i rozmarzystym dziełem. Jest to
płyta spokojniejsza, mniej melodyjna, ale zarazem bardziej patetyczna i
dostojna. Rzeczywiście warstwa instrumentalna tej płyty jest bardziej
oszczędna, ale dzięki temu,
Ayreon powrócił do bardziej przestrzennego,
odrobinę "kosmicznego" grania. Płyta przynosi o wiele mniej kontrastów
muzycznych, ale jako konceptualna całość wydaje mi się rozwijać w
sposób bardziej przewidywalny i logiczny niż to miało miejsce na
poprzedniczce. No właśnie - przewidywalność można w tym wypadku
potraktować zarówno jako zaletę jak i wadę. Lucassen nie zaskoczył
bowiem niczym nowym, z drugiej jednak strony "
01011001" wydaje się być
najbardziej spójnym materiałem. Formacja odeszła nieco od piosenkowego
charakteru utworów, ale to właśnie te krótsze kawałki (nie licząc
otwierającego płytę "Age Of Shadows") wypadają lepiej. Choć
zdecydowanie mniej melodii zapada tutaj w pamięć, to jednak wydaje mi
się, że Lucassen zastosował tu lepsze rozwiązania rytmiczne - płyta
bowiem, pomimo, że dość spokojna, to jest dynamiczna.
Lucassen
po raz kolejny stanął na wysokości zadania i nagrał dobry materiał.
Zaczynam jednak odczuwać, że Holender zaczyna wgryzać się powoli we
własny tyłek przez co często powiela zgrane dawno pomysły. Sporo jest tu bowiem naleciałości z "Into
The Electric Castle" oraz "The Universal Migrator", a krążek jest dość
zachowawczy. Choć płyta jest dopracowana w każdym calu, to formuła
metal-opery w wydaniu Lucassena zaczyna powoli przypominać
rzemieślnictwo zamiast być czymś odkrywczym. Choć nie należę do fanów
poprzedniego albumu, to jednak niósł on w sobie dużą dawkę świeżości i
nowatorskiego spojrzenia na takie granie. Niestety tutaj tego jest mało.
Tracklista:
CD 1:
01. Age Of Shadows
02. Comatose
03. Liquid Eternity
04. Connect The Dots
05. Beneath The Waves (Beneath The Waves - Face The Facts - But A Memory... - World Without Walls - Reality Bleeds)
06. Newborn Race (The Incentive - The Vision - The Procedure - Another Life - Newborn Race - The Conclusion)
07. Ride the Comet
08. Web Of Lies
CD 2:
01. The Fifth Extinction (Glimmer Of Hope - World Of Tomorrow Dreams - Collision Course - From The Ashes - Glimmer Of Hope (Reprise))
02. Waking Dreams
03. The Truth Is In Here
04. Unnatural Selection
05. River Of Time
06. E=MC2
07. The Sixth Extinction (Echoes On The Wind - Radioactive Grave - 2085 - To The Planet Of Red - Spirit On The Wind - Complete The Circle)
Wydawca: Inside Out Records (2008)