"
Waking The Fury" zaskakuje przede wszystkim bardzo nowoczesnym, mocno przesterowanym brzmieniem. Od razu rzuca się w uszy fakt, że Anihilator nagrał album, który niekoniecznie musi mieć wiele wspólnego z thrash metalem. Zacznijmy jednak od tego, że na stanowisku wokalisty zagościł były muzyk Overkill Joe Comeau. Ku mojemu zaskoczeniu okazał się on być bardzo dobrym wokalistą… ale bardziej heavymetalowym. I tutaj "
Waking The Fury" zaskakuje. Dostaliśmy w dużej mierze album z szybkimi kompozycjami. Rozczaruje się jednak ten, kto spodziewa się drugiego "Alice In Hell" czy nawet "Criteria For A Black Widow". Najprościej tą muzykę określić mianem
speed metalu, gdyż jest to po prosty
heavy metal zagrany trzy razy szybciej. Tym razem lider chyba nie chciał eksperymentować z utworami, gdyż większość z nich jest do siebie podobna. Nawet największy odszczepieniec "Cold Blooded" łudząco przypomina złote czasy Slayera. Elementem charakterystycznym tej płyty są gitarowe harmonie, które ozdabiają bądź co bądź wyjątkowo przejrzyste i często nieskomplikowane riffy. Waters więc ma okazję aby zabłyszczeć i sypnąć kilkoma garściami pysznych solówek. Nie można jednak zapomnieć o sekcji rytmicznej, której praca jest tu zdecydowanie mniej schematyczna niż na większości poprzednich albumów pozwalając słuchaczowi na podziwianie kilku spektakularnych partii.
Wraz z "
Waking The Fury" dostaliśmy kawał solidnego metalowego mięcha. Pozytywnego wrażenia nie zmieni nawet fakt, że mamy do czynienia z albumem bardzo schematycznym i ubogim w środkach. Waters postawił na prostotę i pokazał, że niczym MacGyver niczego kilku pomysłów na krzyż potrafi zrobić dobry album.
Tracklista:
01. Ultra-Motion
02. Torn
03. My Precious Lunatic Asylum
04. Striker
05. Ritual
06. Prime-Time Killing
07. The Blackest Day
08. Nothing To Me
09. Fire Power
10. Cold Blooded
Wydawca: Steamhammer/SPV (2002)