Tym krążkiem Anihilator potwierdził, że nie jest tylko kapelą thrash metalową, lecz ma w sobie wszystkie zalety muzyki. Na płycie na pewno nie ma utworów, do których przyzwyczaił nas Anihilator, lecz znajdują się tu utwory wyrafinowane. I tak zaczynając od "No Zone" utworu, w którym sekcja rytmiczna robi cudna a całość przypomina pogranicze hard rocka. "Phoenix Rising". Przy tym utworze warto zatrzymać się na dłużej, gdyż jest fantastyczny, przepełniony do granic fantazją. Taki ballady mało, kto tworzy. No i "Brain Dance" - dziwny, ale porywający, nieco przypominający The Ramones. Ukazuje owo poczucie humoru, którego widać muzykom nie brakowało.
Podsumowując cały album. Jeśli potrzebujecie czegoś do machania głową to możecie zapomnieć o tym albumie. A jeśli poszukujecie głębi metalu i korzeni grania metalowego to mogę śmiało powiedzieć, że ta płyta w sam raz do was.
Wydawca: Peaceville Records (1999)