Ania nade wszystko lubi króciutkie, nieskomplikowane piosenki o relacjach między chłopcem a dziewczyną w tempie cztery na cztery, 120 uderzeń na minutę, zawodzone byle jak przez ubranego w pedalskie ciuszki byle kogo. Może to być także wolny od wymagającej jakiegokolwiek skupienia muzyki dyrygent (przynajmniej nie umrze otępiały od opium, na syfilis w burdelu, w utrefionej peruce na głowie) ciskający się na podium w udawanej ekstazie, dając popis przed paniami rozmaitego wieku i proweniencji (przy czym one pragnęłyby przede wszystkim, żeby był bez gaci).
Kiedy ludzie z
Tajnego Biura, Skąd Zawiaduje Się Wszystkim dowiedzieli się o istnieniu Ani i poznali wysokość jej kieszonkowego nie mogli uwierzyć w swoje szczęście. Była beznadziejnie doskonałą dziewczynką w ich typie. Została niezwłocznie
Najwyższym Arbitrem Muzycznego Gustu Całego Narodu. Od tej chwili wszystko w tym kraju, co miało choćby pozór muzyki, musiało zostać zmodyfikowane tak, by spełniać wymogi, na które wedle wyobrażenia ludzi z Tajnego Biura składały się potrzeby i pragnienia Ani. Jej gust zdeterminował rozmiar, kształt i kolor wszelkiej muzyki nadawanej i sprzedawanej w Polsce.
Ponieważ w grę wchodzą olbrzymie pieniądze, największe wytwórnie płytowe (które jeszcze kilka lat temu podejmowały niekiedy ryzyko nowości) nie nagrywają nic nowego. Mają na uwadze jedynie zysk, a nie muzykę. Ich założenie to wypuścić każdego roku
jedną zajebiście przebojową płytę. W grę wchodzi część jaką uda im się ukroić z tortu wyznaczanego przez kieszonkowe Ani i pojemność portfela jej rodziców. Szczególnie, że żaden rodzaj tzw. „pop music” nie odniesie sukcesu na szeroką skalę, jeśli nie zaangażuje się weń przemysł odzieżowy i handel.
Te płyty trafiają później do DJ’ów w stacjach
radiowych, którzy wiedzą jeszcze przed wypuszczeniem utworu na antenę co ma być „top ten” na liście i powtarzają każdą „nową” piosenkę do rzygliwego znudzenia. Tylko w taki sposób Ania oraz wszystkie jej przyjaciółki i przyjaciółki przyjaciółek mogą piosenkę zapamiętać i wydać kolejne kieszonkowe na płyty, czasopisma, ciuchy, gadżety, by sfinansować bloki reklamowe w radiu i telewizji, zapewnić byt wymóżdżonym krytykom muzycznym, imbecylnym gwiazdeczkom oraz dowieść celowość budżetowania Tajnego Biura.
Nie wierzycie? Włączcie
radio. Dowolną stację - tak na chybił trafił. I nie narzekajcie, że nie możecie tam znaleźć swojej muzyki.