"Choronzon" jest albumem bardziej progresywnym, rozbudowanym i zdecydowanie mniej bezpośrednim, niż krążki poprzednie. Więcej jest tutaj czystych wokali, muzycy zostawiają sobie pole do manewru i nie zamykają się w sztywnych strukturach. Zachowane zostały jednak elementy surowości, tak aby album brzmiał "naturalnie", w konwencji wypracowanej przez formację. Sporo jest wstawek z horrorów (monologi księży, itp.), muzyka jest mroczna, momentami bardzo niepokojąca.
Poważnym felerem krążka są ok. 2-minutowe przerywniki, pojawiające się mniej wiecej co drugi kawałek - wprowadzające być może klimat, ale nie niosące ze sobą specjalnie wartościowej muzyki. Z tego powodu płyta brzmi dosyć niespójnie, wydaje się być przegadana, a po jej przesłuchaniu odczuwa się ogromny niedosyt.
To z pewnością mnóstwo nowych pomysłów i spory krok w rozwoju bardzo obiecującego zespołu. Gorzej z wykonaniem - pod tym względem album jest dużo słabszy niż "The Goat Of Mendes". Warto się zatem z "Choronzon" zapoznać, ale krążek raczej nie oczaruje słuchacza.
Wydawca: Earache Records (2003)