W łacinie, i co za tym idzie, pozostałych językach
romańskich, Luna jest rodzaju żeńskiego, a Sol (Słońce) męskiego. Tą
różnice daje się wyczuć. Słońce oznacza męski Dzień, jest gorące,
aktywne i rozświetlone. Żeńską Nocą zaś włada żeńska Luna, która świeci
światłem odbitym, jest chłodna i tajemnicza. Aby to uświadomić sobie
musimy udać się aż do Chin, i znanej większości filozofiii Yin-Yang,
gdzie Yang to substancje jasne, ciepłe, władcze, ostre, natomiast Yin, przeciwnie, ciemne, zimne, uległe, łagodne. Dotyczy to kształtów,
kolorów, zapachów, zachowań i wielu innych części składowych
Wszechświata. I tutaj już wchodzimy w uniwersalną myśl, że istnieją
dwie przeciwstawne sobie Siły, które jednak nie walczą ze sobą, lecz
się dopełniają. Każdy oświetlony przedmiot rzuca cień (któremu również
należy się rodzaj żeński - ta cień - jak ta sień, pieśń). Tak jest w
przypadku Dnia i Nocy. Myśl tą można dalej rozwijać na wszystko i
próbować zmieniać cały polski język (ta roślina, ten zwierz), ale mi
szczególnie zależy, aby Luna miała swą autentyczną osobowość oddaną w
Jej imieniu. Problem taki mają również Niemcy, którzy mają der Mond
(męski) i die Sonne (żeński) – więc całkowicie nielogicznie. Natomiast
po angielsku już jest she-Moon i he-Sun (w poezji, ponieważ u nich nie
ma rodzajów gramatycznych – i bardzo dobrze). Z pewnością dają tu o
sobie znać dawne wpływy łacińskie.
Moim marzeniem jest, aby
Srebrny Glob we wszystkich językach europejskich miał jedno imię, jak
chociażby w (słowiańskim) rosyjskim Łuna. Ale najbardziej zależy mi na
języku polskim. I nie chciałbym więcej czytać w poezji wersów "Uniesiony Magią Księżyca...", ponieważ Księżyc nie posiada w sobie
żadnej magii, to tylko obiekt astronomiczny. Magię tą ma Luna.